Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
355 postów 3547 komentarzy

.

Iza

Historyjka prawdziwa

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Niech zatrzymany przez policję drogową powie : „ z psami nie gadam” i zamknie okno. I niech to potem opisze.

 

Postanowiłam sobie, że będę starała się pisać przede wszystkim o rzeczach i sprawach, które widziałam na własne oczy. Daję słowo, że poniższa historia to prawda i tylko prawda. Wnioski mogą być natomiast różne .

Wszystko zaczęło się na Wyścigach. Pałętał się tam pewien młody człowiek. Widywałam go pijącego z chłopcami stajennymi albo leżącego w rowie. Nie odpowiadałam na jego zaczepki, a nawet nie nawiązywałam z nim kontaktu wzrokowego. Nie dlatego, że czułam się lepsza- takie było zalecenie trenera mojej stajni Stefana Michalczyka. Pan Michalczyk miał dobre serce dla amatorów i był bardzo ugodowy. Jeżeli jednak widział jakieś niebezpieczeństwo należało to poważnie traktować. W tym przypadku niebezpieczeństwo polegało na wciąganiu amatorów w oszustwa wyścigowe. Grupa ustawiająca wyścigi chciała mieć informacje z pierwszej ręki. Któż lepiej wie w jakiej formie jest koń niż ten, kto na nim codziennie jeździ na treningi. Dlatego przy torze roboczym czaili się dziwni panowie ze stoperami, zaczepiali dziewczyny pytali o formę konia. „ O jaka brzydka dziewczyna na pięknym koniu, przepraszam jaka piękna dziewczyna na brzydkim koniu.” - zdarzało mi się usłyszeć. Nie odpowiadałam, zgodnie z zaleceniem trenera nie nawiązywałam nawet kontaktu wzrokowego. Myślę, że jego zalecenie uratowało mnie przed wieloma kłopotami. Słyszałam o dżokeju, który nie wywiązawszy się z poleceń mafii zjadał na moście Poniatowskiego przegrane bilety wyścigowe. Gangsterzy proponowali mu w zamian przyspieszony kurs skoków z mostu do wody. W zimie. Pewna dziewczyna, która niefortunnie przyjęła jakiś prezent od przedstawiciela mafii została ciężko pobita. Żona jednego z trenerów utopiła się w dość płytkim basenie przeciwpożarowym. Mogłabym pisać – twierdzę- lepsze kryminały od Joanny Chmielewskiej, która znała to wszystko raczej z perspektywy trybun, a nie -jak ja -od wewnątrz.

W mojej stajni jeździła pewna dziewczyna, której siostra, nazwijmy ją X studiowała medycynę. Pomagałam jej przygotować się do egzaminów i doradzałam w wielu życiowych sprawach. Miała do mnie zaufanie. Pewnego dnia przybiegła do nas na Słupecką , gdzie mieszkaliśmy wówczas z mężem i dwójką dzieci zalewając się łzami. Okazało się, że rzeczony frant z wyścigów zaczepił ją, przedstawił się jako doktorant socjologii i zaproponował zarobek. Miała chodzić na otwarte zebrania studentów przy kościele świętej Anny i zapisywać o czym się mówi. Każdy mógł tam wejść ale nasz doktorant rzekomo nie miał czasu, a przygotowywał ( również rzekomo) pracę na temat nastrojów religijnych wśród młodzieży. Nie było w tym teoretycznie rzecz biorąc nic dziwnego. Na temat nastrojów religijnych prowadzili wówczas badania między innymi Tadeusz Szawiel i Mirosława Grabowska. Był to wśród socjologów temat bardzo modny. Honorarium X odbierała od rzekomego doktoranta podpisując jakąś listę płac. Trzeba przyznać, że była wyjątkową idiotką podpisując wypłatę w kawiarni, nie w kwesturze, ale takie błędy zdarzają się przecież starszym i mądrzejszym. Ja całkiem niedawno podpisałam oszustowi zamówienie na czujnik gazu rzekomo zakładany przez administrację i wpłaciłam nawet 50 złotych a konto, tyle, że administracja nic o tym nie wiedziała i nie zakładała żadnych czujników. To bardzo tania lekcja nieufności.

Po pewnym czasie rzekomy doktorant wezwał studentkę na rozmowę ze swoim szefem w randze pułkownika. Szef powiedział , że mają jej podpisy na liście płac i jeżeli nie będzie współpracować ujawnią ten fakt na Akademii Medycznej. Łatwo się domyślić, że szef młodego człowieka nie reprezentował bynajmniej wydziału socjologii UW. Oczekiwał od dziewczyny inwigilowania kolegów z medycyny. Gdy X zapłakana wszystko nam opowiedziała mąż leniwie oderwał się od swoich zajęć. „ Ślicznie płaczesz” - powiedział cynicznie, bo faktycznie z płaczem było jej do twarzy. „ Idź do rektora i od progu lej łzy” dodał . „ Nie wiem czy rektor jest ubekiem czy nie, ale na pewno ma swoje dojścia. A żaden samiec alfa nie lubi gdy ktoś mu sika na dywan. Powiedz rektorowi całą prawdę, nic nie kombinuj. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze”. Dziewczyna jak jej kazaliśmy wpadła szlochając do gabinetu rektora i wszystko opowiedziała. „ Nic się nie martw dziecko ja to załatwię” - powiedział rektor. Wychodząc słyszała jak darł się w słuchawkę: „ co to k... ma znaczyć?”.

Nikt jej nie zaczepiał, nikt nie wzywał. Skończyła spokojnie medycynę i podjęła pracę na prowincji.

Jakie wnioski płyną z tej prawdziwej historii? X bardzo nie chciała donosić na kolegów, przygotowywała się nawet wewnętrznie na porzucenie ukochanych studiów. Łatwo sobie jednak wyobrazić osobę bardziej zdeterminowaną, która wpadła w ten sposób w ubecką pułapkę. Czy to usprawiedliwienie donosicieli? Oczywiście że nie.

Moi znajomi ze spółdzielni wysokościowej „Świetlik” przemianowanej potem na „Gdańsk”, która stała się kuźnią Kongresu Liberałów ( znałam ich gdy mieli po 25 lat, byli miłymi chłopakami i daleko im było do władzy, potem w moim kręgu pozostali tylko nieliczni) mawiali zawsze, że „cnota to permanentny brak okazji”. Dotyczyło to raczej spraw męsko damskich, ale miało swoje przełożenie na sprawy finansowe. „ Czy ktoś zaproponował ci kiedyś milion dolarów łapówki?” - pytali. „ To skąd możesz wiedzieć jak byś się zachowała?”. Utwierdzali mnie w ten sposób w przekonaniu, że jestem „mierzwą historii”. Nikt przecież nie usiłował mnie przekupić ani zwerbować. Nie do końca jest to prawda. Miałam kłopoty z odebraniem od administracji wygranego w sprawie sądowej pokoju. Dzielnicowy wezwał mnie na Wilczą. Tam pewien pan, który się nie przedstawił oświadczył, że załatwią mi ten pokój ale będą się w nim przez dwa lata odbywały spotkania agentów z kapusiami. Odmówiłam grzecznie. „ Wie pan, dzieci, psy” . Pan nie rezygnował. Powiedział: „ w zwykłym bloku jesteśmy spaleni po dwóch tygodniach, ale to co się u pani wyrabia - nikt tego nie dojdzie ”. Faktycznie chłopcy z Gdańska remontowali wtedy fasadę Intraco, wyjeżdżając na wakacje do Ochotnicy zostawiłam im mieszkanie , przez okna podawali sobie liny i hoboki z klejem, a nawet (jak twierdzili sąsiedzi) przez te okna rzygali. Gdy zdecydowanie odmówiłam - pan oświadczył: „ tej rozmowy nie było”. „ Co to to nie”- odparłam. „ Będę opowiadać o niej każdemu kto będzie chciał , a nawet nie będzie chciał słuchać” . „ Wariatka”- skomentował uprzejmie mój rozmówca i na tym się skończyło.

Temu, kto twierdzi, że należało nie zgłosić się na wezwanie proponuję prosty eksperyment. Niech zatrzymany przez policję drogową powie : „ z psami nie gadam” i zamknie okno. I niech to potem opisze. Bardzo jestem ciekawa wyników tego eksperymentu.

KOMENTARZE

  • Witam, Pani Izo
    Bardzo się cieszę z Pani powrotu, bo ogromnie tu Pani brakowało. Wiem, że dokuczyło Pani chamstwo i agresywność, ale i pod tym względem dużo się tu zmienia, a Pan Jarek Ruszkiewicz robi wspaniałą robotę systematycznie czyszcząc nasze forum ze śmieci. Poza tym Pani przecież wie jak reagować: ludzie mali szukają zemsty, szlachetni – wybaczają, inteligentni – ignorują. Pani teksty wnoszą tu wiele refleksyjnej mądrości i są tu potrzebne, czytam je zawsze i cenię wysoko, nawet jeśli nie wszystkie w nich opinie podzielam. Proszę przyjąć wyrazy szacunku. BJ
  • @ Bogusław Jeznach
    Bardzo dziękuję za tak miłe przywitanie. Pan zawsze imponował mi znajomością muzyki. Gdy wyprowadziłam się z tego miejsca brakowało mi bardzo Pana tekstów. Ale nie miałam ochoty wchodzić. Zbyt wiele było tu walk na kłody i orczyki. Mam nadzieję, że w węższym gronie będziemy się zajmować tym na czym się znamy i co lubimy. Ja jestem za stara, żeby tracić czas na bezsensowne utarczki. Poza tym lekarz zakazał mi się " wkurzać". Eliminuję więc sytuacje, które mnie denerwują. Pozdrawiam. IB
  • Jak miło, że wróciłaś
    Bardzo się cieszę, że wróciłaś, czytuję Twoje teksty na naszych blogach ale mam nadzieję, że zostaniesz tu na dłużej. Nie muszę się podlizywać więc zupełnie bezinteresownie się cieszę, a z Twoimi wpisami poziom rośnie, tych czytających też ;)
  • Autorka
    To się nazywa miły początek dnia.
    Brakowało tu Pani.
    Pozdrawiam
  • czuję w tym wpisie aluzję...
    do nagonki na prof. Kieżuna ;)))
  • @sosenkowski
    Nie chodzi o aluzje. Stać mnie na to, żeby wszystko pisać wprost. Nie wiem jaka jest prawda w sprawie Kieżuna. Uważam jednak, że gdyby każdy opisał uczciwie swoje przeboje z SB nasza wiedza na temat tamtych czasów pogłębiłaby się. Ta wiedza w młodszym pokoleniu jest zupełnie szczątkowa.
  • @finka
    Ja też się cieszę. Każde miejsce gdzie można wyrażać w sposób nieskrępowany swoje poglądy jest cenne. Osobiście zależy mi na tekstach szczerych. Wszelkie poprawności polityczne prowadzą na manowce. Pozdrawiam Cię serdecznie.
  • @ roux
    Dziękuję i serdecznie pozdrawiam
  • @Iza 09:06:28
    osoby broniące WTEDY Polskich Korporacji pytają często TERAZ: "profesorze, gdzie byłeś w latach 90-tych???" - i nie chodzi tu WYŁĄCZNIE o aktywność "solidaruchów" w kwestii doszukiwania się "ukrytych sprężyn" wyskoku Kieżuna... niemniej jednak chciałbym żeby w rezultacie okazał się uczciwy tak jak Szanowna Autorka :)))
  • @Iza
    Pozdrawiam
  • Witaj :)
    To ja dorzuce swoja przygode.

    W 1980 mieszkalem na przystani Akademickiego Klubu Morskiego ukrywajac sie przed komisja poborowa.
    Awansowalem na opiekuna pieknego jachtu "Smuga", z prawem plywania na nim w kazdym rejsie.
    Wiosna, przed sezonem, wezwal mnie nieoficjalnie nasz "opiekun" z SB, por.D. do swej siedziby we Wrzeszczu.
    Rzecz jasna zignorowalem to zaproszenie, szczegolnie ze bylo ono nieoficjalne, przekazane przez bosmana przystani.
    No i jak mozna bylo sie spodziewac, na pierwszy wiosenny rejs do Szwecji wstrzymano mi wydanie paszportu.
    Wlasciwie pogodzilem sie z faktem ze bede plywal w "krajowkach".
    Ale pan porucznik nie dawal za wygrana, ponowil zaproszenie, ale juz oficjalnie, na pismie...
    Pojechalem na spotkanie do siedziby w komendzie we Wrzeszczu.
    To byl mlody czlowiek, niewiele starszy ode mnie.
    Pytal czy paszportu nie potrzebuje i czy gotowy jestem cos podpisac...
    Podpisania odmowilem ale przyrzeklem poinformowac go gdy odkryje jakies "kryminalne okolicznosci" na przystani. Nie okreslilismy o jakie konkretnie kryminalne sprawy chodzi. Na podpis jednak nie nalegal.
    Ustalilismy ze pozostaniemy w kontakcie, bez konkretow.
    Rozmowa miala byc nagrywana, okazalo sie jednak ze magnetofon nie dziala.
    Bylo nawet zabawnie...
    Paszport mi odblokowal. Nie korzystalem bo w miedzyczasie nauczylismy sie w zaufanym gronie plywac w krajowych rejsach stazowych z Gdanska do Swinoujscia i spowrotem odwiedzajac pod pretekstem awarii polnocne wybrzeza Baltyku. Poznalem w ten sposob Bornholm, Christiansö, poludniowe miasta Szwecji i Danii...
    Ale nie o tym mialem pisac...
    W 1984 zapisano mnie na Operacje Zagiel 84 do Kanady.
    Nastapila "weryfikacja" ze strony SB kandydatow.
    I w tych okolicznosciach ponownie, po latach spotkalem pana porucznika.
    Jedyna troska jaka przejawil bylo -czy zamierzam wrocic. W Quebecku miala nastapic wymiana zalogi i mielismy zarezerwowany przez organizatora powrot samolotem do Amsterdamu.
    Bylo dla nas obu oczywiste ze mialem wiele okazji zostac za granica, wiec nie bylo o czym mowic...
    Ale w swej szczerosci dodalem ze nie wiem czy wroce w terminie...
    Zrobil duze oczy. Wyjasnilem ze nie wiem czy w zyciu bede jeszcze mial okazje byc w Ameryce, wiec planuje pojezdzic tam autostopem.
    Pomyslal chwile i zaproponowal "gentelmens agreement":
    mam trzy miesiace czasu na powrot, czyli tyle, abym wrocil nie pozniej niz jacht, w przeciwnym razie on bedzie mial klopoty...
    No i dotrzymalem slowa.
    I taka byla moja wspolpraca ze Sluzba Bezpieczenstwa PRL :)
  • Pani Izo
    ten powrót to wspaniała wiadomość.
    Zaręczam, że grono zwolenników Pani wpisów wcale nie zmalało.
    Ubyło raczej "popłuczyn blogosfery". Teraz "trollują" zupełnie gdzie indziej.
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia oraz cierpliwości w odpisywaniu na komentarze.
    "bibrus".
  • @emgie
    Możesz potwierdzić moje słowa co do zachowań robotników wysokościowych w moim mieszkaniu podczas mojej nieobecności. Nigdy nie dowiedziałam się jak naprawdę było z tym rzyganiem przez okno. Podejrzewałam życzliwych sąsiadów o nadgorliwość. Ja tam się nie gniewałam - znam gorsze grzechy niż rzyganie. Twoja opowieść bardzo ciekawa. Uważam, że obecnie króluje mitologizacja tych czasów. Niezłomność polega na czymś innym. Żeby nie działać przeciwko ludziom, przeciwko własnej wspólnocie, przeciwko krajowi. Żeby nikomu nie szkodzić a w miarę możności pomagać. To okazuje się obecnie trudniejsze niż myśleliśmy. W każdym razie dla naszych byłych znajomych.
  • @Bibrus
    Komentarze zawsze mnie interesują. To rodzaj ankiety socjologicznej. Oczywiście nie wtedy gdy przeradzają się w ludowe rozrywki porównywalne do walki na sztachety i orczyki. Nie czuję się w tym mocna może dlatego się wycofuję. A tak poważnie- jeżeli jest okazja wymiany myśli dlaczego z niej rezygnować na rzecz kłótni?
  • @emgie 11:03:55 - em_gie? MACIEJ GAWLIKOWSKI? TEN PAZERNY KRAKUER? TEN RRO-HOMOSEKSUALNY WRÓG WSZECHPOLAKÓW Z FORUM FRONDY(FF)?
    A tośmy się spotkali! :)
    Jeśli to przypadkowa zbieżność pseudonimów to przepraszam oczywiście.
    Owego "em_gie" poznałem przy okazji poruszania spraw endeckich i krakowskich na forum Frondy (FF). Były to czasy jeszcze przed-smoleńskie, kiedy Włodarze FF-orum kryli się ze swoim judeo-chrześcijaństwem. Ów Gawlikowski brzydko się wypowiadał o Młodzieży Wszechpolskiej, piętnował moich Kolegów z MW za publicznie okazywane obrzydzenie homosiostwem. Było to po tym jak krakowska MW zablokowała marsz pedałów przez gród Kraka. Bardzo grzecznie wtedy zaoponowałem, zwróciłem AOFI-emu "em_gie" uwagę, że się tak nie godzi, że demoralizacja, że młodym się szacunek należy za niezłomną postawę pro-polską. No i on wtedy zaczął mnie oszczerczo oskarżać, że jestem esbekiem. Sugerował, że wszechpolacy to faszyści prowadzeni przez esbeka Sendeckiego. Natarczywy był i denerwujący - prawie jak nasz Kodiak. Wkurzyłem się na niego i ogłosiłem a FF-rondzie, ze chcę ustalić personalia mojego prześladowcy i ogłosiłem nagrodę - 50zł za doniesienie mi kto on zacz? No i proszę sobie wyobrazić, że on sam na siebie doniósł, zadenuncjował Sendeckiemu - że jest tym Maćkiem Gawlikowskim z Krakowa po czym... zażądał 50-ciu złotych. Akurat się wtedy do Krakowa wybierałem i chciałem się z nim spotkać w celu przekazania kasy za donos, ale on zmienił zdanie i zażądał, żebym przekazał należność na fundację Księdza Isakowicza-Zaleskiego. Za to ja jemu odpowiedziałem, że judaszowych srebrników katolickiemu księdzu nie dam, bo się jemu należą i zgodnie z tradycją donosicielską przekażę je jedynie osobie, której się należą, ukradkiem, w kopercie, lub bez - w jakimś przygodnym lokalu na mieście.
    Ów Gawlikowski na to nie przystał i sprawa pięciu dych wisi w powietrzu aż do tej pory...
    :)
  • @Iza 11:37:25
    "Cos" bylo lub moglo byc...zdaje sie niezidentyfikowany "paw" pod oknem zostal przypisany Twoim gosciom. Ale rownie dobrze mogl nalezec do chorego przechodnia.
    Trzeba by zapytac R. On takie rzezeczy zapamietuje :)
    Byl w ekipie na "Forum" wraz z T.Ch.
    Wiec nie potwierdzam i nie zaprzeczam ;)
    PZDR
  • @Eugeniusz Sendecki 12:14:41
    ...przypadkowa zbieżność pseudonimów...
    -------------------------

    :) bywa

    Pozostaje bez urazy i
    PZDR
  • @Bogusław Jeznach 07:35:19
    O! Pan Bogusław Jeznach pisze komentarze! Co się stało?
  • @Nathanel
    Ja też reprezentuję mentalność porozbiorową, zgodnie z którą donoszenie jest niedopuszczalne. Gdy sąsiad alkoholik rzucał swoim psem o moją ścianę, zamiast "powiadomić odpowiednie służby" zastukałam do niego i powiedziałam: " zrobisz to jeszcze raz to cię zabiję". Oddał natychmiast innym sąsiadom psa i kłaniał mi się w pas zanim zapił się na śmierć.
  • @Nathanel 16:04:13
    Nie rozumiem tego komentarza.
  • @nana 16:22:54
    Oczywiście, że donosicielstwo czy szpiegostwo zawsze było, jest i będzie. I często jest pożyteczne. Ale wcale nie jest tak, że jest zawsze dobre. Donosić dobremu jest dobrze, a złemu źle. Służyć i szpiegować na rzecz złego, niemoralnego, zamordystycznego, zbrodniczego państwa to zło. I tym było donosicielstwo za PRL-u. Bo PRL był zły. I wcale nie było bezpiecznie. I wcale nie jest tak, że bezpieczeństwo jest najważniejsze i w imię bezpieczeństwa można popełniać dowolne zbrodnie. Cel nie uświęca środków.
  • @Nathanel 16:57:41
    Nie..Nathanielu.... psychologow maja kiepskich, ale maja dobrych handlerow..i ci zawsze dokladnie licza swoje psy:-)))
  • Iza
    Też dołączam się do powitań. Gdy wszedłem przez telefon to przecieralem oczy z niedowierzania, że Pani wróciła na NEON 24. Mąż to miał nosa do UB-ków. Znał ich modus operandi na wylot.
  • Witaj szanowna Izo...
    ...prawdziwe "wejście smoka"...brakowało mi tych prawdziwych historii...dzięki
    ...ja może z innej beczki, a może nie z innej ...zastanawiam się często nad tzw. psychologią...chyba z definicji psychologia ma za zadanie pomagać ludziom zagubionym, lub zestresowanym, natomiast coraz częściej zauważam, że psychologia jest stosowana przeciwko człowiekowi, aby go rozpracowywać, wpływać niekorzystnie na niego...zamierzam napisać też parę historii prawdziwych w tej tematyce, bo zaczynam widziec to czarno...gdzieś chyba czytałem Twój post w tematyce psychologii...pozdrawiam niepoprawnie
  • Witaj Izo :)
    Czyżby Gwiazdka była w tym roku prędzej? :)
  • @nana 18:11:31
    Droga nano,,nie placz, wasze tzn twoje interesa padly wcale nie z powodu Solidarnosci...ale z powodu starosci....
  • @nana 18:11:31
    Te tematy rozwijam tu: http://gps65.salon24.pl/22193,moralnosc-a-panstwo
  • @RomanKa 18:45:26
    Dokładnie! Ale nie tylko z powodu starości, ale też z głupoty. To jest ewenement w skali świata, bo zazwyczaj starzy są mądrzejsi. Ale w Polsce żyjemy w inwersji pokoleniowej. Stare komuchy to po prostu głupki - zbudowali sobie PRL, który ich takimi uczynił. Dziś młodzież jest wielokroć mądrzejsza od starych, dlatego obecna druga komuna też nieuchronnie upadnie. Widać to choćby po tym, że młodzież głównie głosuje na KNP. Ale to niestety będzie musiało potrwać. Tu te problemy poruszałem: http://gps65.salon24.pl/516513,zyjemy-w-inwersji-pokoleniowej
  • @nana 19:16:24
    Jak można oburzać się na inwigilację UB, a przechodzić do porządku dziennego nad zaglądaniem przez siajej w tyłek w byle supermarkecie (czyli wstrętnym baraku, w którym towar stoi na paletach) gdy ktoś musi za potrzebą, albo godzić się na rozbieranie do gołego na lotnisku?

    Rozmarzasz sie nano....a czasy sie zmieniaja... wiem ze tesknisz do czasu kiedy esbeki dyskretnie invigilowali ci w tylek na palecie i rozbierali w magazynie na zapleczu...
    Coz swiat stanal na glowie...dzis sprzedaj na paletach towar i rozbieraja na lotnisku...i jeszcze kaza za to placic....Okropnosc:-)))
  • witam
    jednakże nie czuję analogii pomiędzy nie pójściem na wezwanie, a zatrzymaniem się w celu zwyzywania służbistów.
  • @nana 19:47:31
    Ja klocic sie z toba nano,,nigdy nie mialem i nie mam w zwyczaju...chandryczyc sie z takimi -jak ty:-))
    I nie pozwalam tez swoim psom ...dlatego nie lapia parchow .
  • @Kodiak 20:01:11
    Kodiak- zapomniales dolaczyc swego zdjecia!
    Nie musielibysmy wierzyc ci na slowo:-)) I byloby czym dzieciska straszyc:-))
  • @Kodiak 20:15:08
    Kodiak ..przestan...... nany zadnym chu liganem nie postraszysz.. ani malym, ani duzym, ani ruskim, ani amerykanskim... ona sie poprostu zadnego nie boi:-)))
  • @RomanKa & Kodiak
    Panowie, znajdźcie sobie inne miejsce na swoje czułości. Bardzo proszę.
  • @Nathanel 19:03:08
    No właśnie.
  • @Iza :"chłopcy z Gdańska remontowali wtedy fasadę Intraco"
    Ciekawych rzeczy można się o Pani dowiedzieć. Bajka o tym jak gorliwi opozycjioniści z prla kariery spółdzielniane robili. Ciekawe.. prawda?:) W sytuacji oko w oko na pewno ne zalewali się łazami a może i wręcz przeciwnie.
  • autor, Nathanel, nana
    1) "Uważam jednak, że gdyby każdy opisał uczciwie swoje przeboje z SB nasza wiedza na temat tamtych czasów pogłębiłaby się. Ta wiedza w młodszym pokoleniu jest zupełnie szczątkowa."
    2) "Otóż zastanawiam się jak funkcjonuje system donosicielstwa dla służb specjalnych dzisiaj. Bo nikt chyba nie powie że płatnego donosicielstwa od 1991 roku nie ma. Wypada też zadać pytanie czy obecna władza jest bardziej patriotyczna i etyczna niż tamta?"
    3) "Sama Pani potwierdza, że SB zatrudniała ludzi na poziomie."

    Ad.1) Uważam, że to jest bardzo dobry pomysł. Normalnie, w 1989 roku, to było nie wykonalne. Dziś mamy Internet. To niesamowita baza danych, które przy dobrym zarzadzaniu, jest w zasięgu klawiatury.
    Moje doświadczenia z SB czy jak ich zwał, zaczęły się bardzo wcześnie i trwają chyba do dziś.
    Wielu jest trochę ekshibicjonistami, mimo to, nie piszę tego by się w jakiś sposób kreować. Pewnie nie opisałbym swoich przeżyć, gdyby nie Pani słowa. Każda cegiełka wiedzy, buduje gmach prawdy. Czy moje doświadczenia są ważne, czy wpisują się w całokształt działań?
    Zaczęło się po pierwszym półroczu w szkole zawodowej (16 lat). Po podstawówce wybrałem ZDZ. To była końcówka lat 80-tych. Chciałem być zdunem, nie miałem jednak u kogo robić praktyki (wszyscy już wiedzieli, że za rok, góra dwa, wyjeżdżają do RFN-u). Wylądowałem w szkole, w której mój ojciec kiedyś pracował i znał prawie wszystkich (od praktycznej strony nauczania). Zawsze jakiś plus, poza tym szkoła faktyczne nauczyła mnie zawodu (może też ze względu, że znajomi ojca ukazali mi wszystkie tajniki).*
    Po pierwszym semestrze w szkole (nie na praktykach w zakładzie), jeden z nauczycieli ogłosił, że robi nabór do ZSMP! Wytypował dwóch uczniów. Zdarzyło się, że obaj mieliśmy najlepszą średnią z przedmiotów, to jeszcze byliśmy dobrzy w szczypiorniaku, sporcie w którym szkoła miała aspiracje.
    Wystarczyło tylko dostarczyć dwa zdjęcia. Jedno do legitymacji, drugie do archiwum. To świadczy, że to było niezależne archiwum (wszak szkoła wtedy brała aż trzy fotografie: do legitymacji, wewnętrznej kartoteki, a trzecie dla...). Do czego służą kartoteki ze zdjęciami uczniów będzie dalej.
    Razem z kumplem olaliśmy jakieś wymysły belfra. Nie cieszył się żadnym autorytetem. W szkole połowa uczniów pochodziła z okolicznych wsi. Często ich bracia także tu zdobywali zawód. To była trudna szkoła, w sensie współpracy rówieśników. Nigdy jednak nie było problemów w ocenie rzeczywistości. Wszyscy mieli postawę anty systemową, którą wynosili z domów (dziś uważam, że było dwóch innych, na których nie trafił belfer w swojej ocenie).
    Problemy zaczęły się jakoś na wiosnę (ciepło już było, wybitnie). Belfer uczył nas przedmiotów zawodowych (technologia produkcji, maszynoznawstwo, rysunek techniczny) i p.o. (przysposobienie obronne- był taki przedmiot, który przydałby się i dziś).
    Już się nie dowiem jak było naprawdę- sam nigdy się nie poskarżyłem. Podejrzewam, że któryś z instruktorów praktyki, dowiedział się jak sprawa stoi w szkole i zadziałał- zaprosił ojca na kielicha, a ojciec postawił.
    Skończyło się to tym, że tata poszedł pod szkołę, spotkał tego nauczyciela i powiedział: "Jak nie odpuścisz sobie mojego syna, to porachuję ci kości, a będzie mało to i twoje auto (nowy 126p) spalę!"
    Pojęcia nie miałem o tej akcji, mój kumpel także. Uciszyło się. To, że nie potrzebuję IPN-u, by wiedzieć jak było, to zasługa społeczności (w tak małym mieście, w którym żyję, nic się nie ukryje).
    Po pewnym czasie moja matka ponownie występuje o paszport i prawo wyjazdu na zach. (dla siebie i dla mnie). Odmowa.
    Mój ojciec, w tamtych czasach, pracował w Poczcie Polskiej. Zaczynał jako "mundurowy donosiciel" (tak to prawda, nie listonosz tylko donosiciel- przykład jak można zohydzić jakiś zawód?!). Po czasie konwojent z pozwoleniem na broń, w końcu konserwator i "złota raczka". Zdążył dwóm dyrektorom poczty, odpicować chałupy (w ramach fuch). I ten jeden z dyrektorów, przy kielichu, chlapną kiedyś, że: "... paszporty zabrali, bo Ty krewki jesteś i antyspołeczny".
    Kto doniósł, że ojciec jest krewki... i w mordę leje?
    Po "okrągłym stole" tylko dwoje nauczycieli zostało w szkole; na warsztatach- tylko jeden odszedł na emeryturę.
    Ten belfer, od ZSMP, był później nauczycielem ZPT w szkołach podstawowych, następnie wicedyrektorem (w jakimś nowopowstałym gimnazjum), a obecnie, po likwidacji szkoły ZDZ w naszym mieście, zarządza wszystkimi szkoleniami z Urzędu Pracy, pod szyldem ZDZ.
    I dodam, że żaden z fachowców ze starej szkoły, nie ma nawet prawa uczyć zawodu na tych kursach. Kim jest ów belfer? Wesz czerwona, co gnidy płodzi?
    *Nauka zawodu się przydała, gdyż teraz właśnie mam dzięki temu pracę. W międzyczasie osiągnąłem specjalizację, a ostatnio (w zeszłym roku) zdawałem egzaminy przed komisją Dozoru Technicznego i przedstawicielem organizatora kursu z ZDZ, którym był właśnie ów belfer!
    Na sam mój widok, facet wyszedł z sali! Miałem zamiar z nim porozmawiać, ale czy to był człowiek "na poziomie"? On po prostu uciekł. Do dziś się boi. A to mój ojciec mu groził, a nie ja!
    Ad.2) To będzie kontynuacja przygody ze służbami!
    Kilka lat temu, znalazłem się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze. W konsekwencji, po nalocie Policji, wylądowałem na komisariacie (razem z całym towarzystwem), pod zarzutem posiadania środków odurzających. Nalot był skoordynowany, ukierunkowany na przeszukanie wszystkich podejrzanych miejsc w okolicy kilku gmin, w celu znalezienia bandyty napadającego na sklepy, a który zaczął zabijać. Policjanci szukali mordercy, a znaleźli posiadaczy Maryśki.
    Niby nic specjalnego. Bez takich akcji, to policja nic by chyba nie znajdywała. Ale to co było na przesłuchaniu...
    Zaczęło się od pytania: kto zrobił sklepik osiedlowy (dwa dni później, w programie 997, przedstawiali właśnie takie napady). Kolejne pytania były o Maryśkę. Nic!
    I wtedy, jeden z nich, który pojawił się nie wiadomo skąd, zaczął mnie oskarżać o różne pobicia, które ostatnio wydarzyły się w naszym mieście.
    Wyraźnie dodał, że mam w sobie krew ojca i jestem porywczy. Skąd wiedział?
    Jeżeli chodzi o konfidentów, to mamy na osiedlu dwóch, o których wszyscy wiedzą, a mimo to, nie wszyscy biorą to do serca. Obydwaj pracują dla kasy, bo zatrudnienia nie mają. Obydwaj mają w rodzinie prawników.
    I następne pytania na przesłuchaniu, były na temat tych dwóch kolesi. Czy wiem z kim się zadają? Czy jestem w kręgu ich znajomych i czy mogę coś o tym opowiedzieć? A całe solo na skrzypcach grał ten: "nie wiadomo skąd". To było późno wieczorem, większość komendy poszła już do domu, i zrobiło się tak pusto, że byłem chyba sam, z tylko dwoma policjantami (na górze w pomieszczeniach, na dole był tyko odźwierny). Reszta mojej ekipy była już zwolniona do domu.
    To małe miasto. Znamy wszystkich miejscowych policjantów i strażników z imienia i nazwiska. Wiemy gdzie mieszkają. Żaden z nich nie zaproponuje współpracy, bo wiedzą, że liczyć mogą tylko na swe rodziny i swych przydupasów.
    I wtedy, doznałem szoku! Ten "nie wiadomo skąd", zaproponował mi pieniądze, oczyszczenie ze wszystkich zarzutów (sic!), a także pomoc, gdybym miał problemy. A ostatnie problemy jakie miałem, to pomówienie o pobicie, które już dawno powinno być umorzone (świadkowie walą w ch...). To co powiedział o moim ojcu, identyfikuje go jako agenta (czego? a pojęcia nie mam). A to, co mój ojciec nawywijał, to tkwi zadrą do dziś. A ja choć nie znam prawdy, borykam się z zemstą, jakiś maluczkich.
    I nie potrzebuję archiwum IPN, żeby wiedzieć, że ten belfer (znany mi z nazwiska, adres zmienił), jest do dziś aktywnym członkiem jakiejś sitwy. Wymiotło go w '89 z ZDZ, a dziś rządzi resztkami ZDZ (które mają wgląd kto rozwija swe umiejętności).
    Znam kilku kolesi, którzy przez problemy z posiadaniem, o mały włos, a dali by się wrobić w donoszenie. A o ilu nie wiemy? Przecież nie przyjdą i się nie przyznają!
    Ad.3) Jak widać z mojego doświadczenia, nie wszyscy byli na poziomie. To, że ten poziom utrzymuje się do dziś, to wina ludzi: za mało jest takich, którzy pójdą do sąsiada lub nauczyciela i powiedzą "Następnym razem, to ja przekroczę prawo! I łeb urwę!"
    P.S. Ja nigdy na państwo polskie nie liczyłem. To jeszcze nie jest Polska.
  • @nana 19:16:24
    Subiektywne wrażenia i to jednej osoby, to są argumenty nic nie warte. Oczywistym jest, że wielu osobom się PRL podobał. Są też osoby którym się ZSRR podobał i nawet tam emigrowały. To o niczym nie świadczy. Jak ktoś lubi być gwałcony, to mu się gwałt podoba i będzie to chwalił. To w niczym nie uzasadnia gwałtów.

    PRL obiektywnie był państwem niemoralnym, zamordystycznym, zbrodniczym i głupim. I nie chce mi się tej oczywistej oczywistości uzasadniać. A już w szczególności nie chce mi się w tej kwestii dyskutować z kimś kto wyraża silne pozytywne emocje to tego bandyckiego państwa. Nie wiem - może to syndrom sztokholmski, może pochodzenie z komunistycznej rodziny.

    W każdym razie jeśli chodzi o notkę, pod którą dyskutujemy, to w niej jest domyślne założenie, że PRL to było bandyckie państwo i temat dotyczy co najwyżej tego jak sobie w takim państwie radzić, jak omijać bandytów u władzy, jak ich oszukać, ukryć się przed nimi, żyć mimo nich. Jak żyć bezpiecznie, mimo służb bezpieczeństwa, która stwarzają największe zagrożenie i niebezpieczeństwo.

    My, Polacy, mamy dużo doświadczeń od 200 lat jak sobie w takich warunkach radzić. Jest podejrzenie, że wielu dziś żyjących Polaków jest tak sowietyzowanych, że im się taki stan podoba. Stąd trwanie drugiej komuny. Ale na szczęście tacy są już na wymarciu. A młodzi coraz bardziej nie akceptują - i pierwszej komuny (którą znają tylko z opowieści) i obecnej drugiej, która jest w wielu dziedzinach identyczna - np. w służbie zdrowia czy edukacji. A w bankowości, mediach, emeryturach, komunikacji czy stosunkach własnościowych jest bardzo podobna. Ciągle mamy destrukcyjny socjalizm.
  • @konserwatystka 22:40:49
    Przepraszam, miało być "od Pani" a nie o Pani.
  • @GPS 22:46:06
    "Subiektywne wrażenia i to jednej osoby, to są argumenty nic nie warte. Oczywistym jest, że wielu osobom się PRL podobał. Są też osoby którym się ZSRR podobał i nawet tam emigrowały. To o niczym nie świadczy. Jak ktoś lubi być gwałcony, to mu się gwałt podoba i będzie to chwalił. To w niczym nie uzasadnia gwałtów."
    Tylko ten pierwszy akapit tłumaczy wybryki "nany".
    Brawo! Sam miałem problemy, by to po ludzku nazwać. Trafiłeś w sedno. Czytam dalej.
  • @GPS 22:46:06
    "PRL obiektywnie był państwem niemoralnym, zamordystycznym, zbrodniczym i głupim. I nie chce mi się tej oczywistej oczywistości uzasadniać. A już w szczególności nie chce mi się w tej kwestii dyskutować z kimś kto wyraża silne pozytywne emocje to tego bandyckiego państwa. Nie wiem - może to syndrom sztokholmski, może pochodzenie z komunistycznej rodziny."
    100/100.
    Nic dodać, nic ująć. Moje identyczne zdanie.
  • @nana 19:16:24
    Propaganda rodem z Łubianki... nieco niskiego lotu.
  • Fakt.
    "W każdym razie jeśli chodzi o notkę, pod którą dyskutujemy, to w niej jest domyślne założenie, że PRL to było bandyckie państwo i temat dotyczy co najwyżej tego jak sobie w takim państwie radzić, jak omijać bandytów u władzy, jak ich oszukać, ukryć się przed nimi, żyć mimo nich. Jak żyć bezpiecznie, mimo służb bezpieczeństwa, która stwarzają największe zagrożenie i niebezpieczeństwo."
  • @szczurobronny 23:11:44
    Co nie zmienia faktów, że za PRL-u zabijano i wiele rodzin polskich przez to cierpiało.
  • @szczurobronny 23:22:41
    Nikt, przy zdrowych zmysłach, nie twierdzi, że teraz jest lepiej, niż za PRL-u. Co nie oznacza, że wtedy było dobrze.
  • @wiedzajestwksiążkach 23:36:16
    http://ciborowski.host247.pl/prl.htm#8

    http://www.ahistoria.pl/index.php/2010/10/reportaz-z-miedzywojennej-polski/

    http://www.naszapolska.pl/index.php/categories/kronika-wyprzedazy-polski/18164-zapis-rabowania-polski

    "wiedza jest w ksiazkach"

    PZDR
  • wiedza jest w ksiazkach
    http://www.mysl-polska.pl/node/227

    do kolekcji ;)
  • wiedza jest w ksiazkach
    cd:

    http://www.mm.mpolska24.pl/4797/prl-a-iiirp-w-liczbach1

    milej lektury :)
  • @ Iza
    Cześć :)
    Cieszę się bardzo, że jesteś.
    Serdeczności!
  • @interesariusz z PL
    Nie zgłoszenie się na wezwanie skończyłoby się tak samo jak odmowa rozmowy z "psami". Doprowadzono by siłą. Co byłoby potem nie wiem, bo się zgłosiłam. Ale znane mi są historie osób, które doprowadzone siłą długo nie wracały. Wezwanie to wezwanie. Nawet Michnik chodził i potem Wolna Europa nadawała jego bohaterski przemówienia wygłoszone do "psów". Zwykły człowiek starał się jakoś wykręcić. Opowiadał bzdury albo nic nie mówił. Ja bynajmniej nie powiedziałam: " jak śmiecie mi proponować utrzymywanie pokoju dla kapusiów?", lecz,że dzieci hałasują, a moje psy nikogo nie wpuszczają co nie było prawdą. Mieliśmy wtedy suczkę po wypadku, która nie otwierała pyska, więc nie mogła nikogo ugryźć, a potem kundla (wszystkie przybłąkane) Freda, który wprawdzie gryzł mundurowych ale najczęściej nie było go w domu.
  • @IBF
    Witam i cieszę się, że będę miał okazję od czasu do czasu coś skomentować. :)

    Twoje historie z życia powinni czytać młodzi, bo to mały uniwerek, jak żyć, jak sobie radzić, a jak pamiętam wielu ludziom służyłaś nie tylko za telefon zaufania, ale także jako pierwsza pomoc. Jak widać radząc się Ciebie nie wyszli na tym źle.
    Pozdrawiam!
  • @wiedzajestwksiążkach
    Bardzo dziękuję za pouczające wspomnienia. Przed wojną wydano pamiętniki chłopów. Czytałam je, dla mnie były fascynujące. Gdybym była w IPN ogłosiłabym konkurs: " moje przygody z SB czy UB". Wyniki chętnie poznałabym. Możliwe jest jednak, że ludzie się do dziś boją. W mojej kamienicy mieszkał alkoholik "golędzinowiec". ( specjalne oddziały do bicia opozycji, nazwa od miejscowości) Sam opowiadał, a raczej wykrzykiwał na podwórku jak" naparzał solidaruchów" . Gdy się awanturował i tłukł własną rodzinę policja nie interweniowała. Przyjeżdżali młodzi chłopcy na interwencję, więc nie mogli go znać. Musiał być na jakiejś specjalnej liście. Rodzinę wyzwoliła od niego jego marskość wątroby. W dniu jego śmierci urządzili huczną imprezę. Kiedyś usiłował wyłamać nasze drzwi i syn kopniakiem wyrzucił go za drzwi. To on wezwał policję pomimo, że był pijany. Policjanci zapytali syna dlaczego go kopnął, a on odpowiedział, że "brzydził się tego ścierwa dotknąć". Gdyby nie było mnie w domu pewnie zabraliby syna. Tłumaczyli mu, że "golędzinowiec" to też człowiek.
  • Iza
    Cieszę się, że widzę tu Ciebie. Śmiszne ta nasza "wolna, prawicowa" blogosfera. Jak nie opcja USraelska, to ruska, albo szwabska. Wot, realia życia w kondominium. Ale nie da sie ukryć, że wersja ruskiego lobby ma lepszy skrypt;) No i nie ma tu Targalskiego. To naprawdę duży plus.
    Nic to, każdy płot nadaje się do pisania. A co poniektóry nawet z lepszych desek wykonany.
  • @ konserwatystka
    Niech Pani nie udaje. Post factum wszystko wydaje się jasne. Czy chodząc na zebrania KIK ( ja nie ) ludzie sądzili, że są po niewłaściwej stronie? A Komitet Prymasowski, pomoc internowanym to było samo zło? Ja miałam swoje zdanie na ten temat, ale nie bardzo mogłam je ujawnić bo ludzie skakali mi do oczu. Zapytałam kiedyś Marka Nowakowskiego, którego spotykałam " na salonach" dlaczego tego wszystkiego swoim świetnym piórem nie opisze. Odpowiedział: " przykro jest pluć za siebie". Dobrze go rozumiem. Z dawnymi znajomymi nie utrzymuję żadnych stosunków. To oni nie mogą mi darować audycji w RM. Nie zrobili mi jednak nic złego. Jeżeli będę opisywać różne sprawy to dlatego, że uważam, że nie można zrozumieć obecnych czasów bez wiedzy jak wyglądał ówczesny " melting pot" czyli tygiel w którym tkwiliśmy.
  • @trybeus
    Myślę, że naszym obowiązkiem jest pisać prawdę. O psychologach, o lekarzach, o transplantacjach, o dawnych czasach. Zauważ ile tematów jest tabu. I to tabu wcale nie dotyczących uczuć religijnych. ( to honoruję) Jeżeli ktoś pozwala ci mówić prawdę należy to docenić. Na ogół oczekują od nas kłamstwa. Oczekują pracodawcy, redaktorzy, sąsiedzi. Jedni chcą lukrować rzeczywistość, inni zarabiają na reklamie, jeszcze inni boją się własnego cienia. Nie mam zamiaru nikogo obrażać ani nikomu szkodzić. Może moje malutkie "prawdule" też się okażą użyteczne dla zrozumienia czasów, które nas ukształtowały.
  • @night rat
    Nie twierdzę, że współpraca była nieuchronna. Uważam jednak, że niesłusznie wyolbrzymia się jej znaczenie. Bardzo żałuję, że w Polsce nie przeprowadzono w stosownej chwili ( zaraz po 89 roku) lustracji jak w Niemczech i w Czechach. Jakiś mąż obraził się tam na żonę, ktoś dostał po pysku od sąsiada, ale ich świat nie zawalił się i mają się całkiem dobrze. U nas temat lustracji funkcjonuje jak " mamamadzi" czyli przykrywka do świństw establishmentu.
  • @ tadman, sigma
    Cieszę się, że Was spotykam. Jestem w szoku. Pisałam kiedyś o bezdomnym, który dorabia sobie na wyścigach. Dostał wylewu. Zdarza się. Zabrano go do szpitala po awanturze. Sanitariusze brzydzili się go zabrać do karetki. W szpitalu stwierdzono śmierć mózgową i rozebrano go na części zamienne. Miał 48 lat. Nikt nie próbował go ratować. Śmierć mózgowa to temat na następny tekst. Znajoma anestezjolog zrezygnowała z pracy ( emerytura) bo nie mogła znieść uczestnictwa w komisjach stwierdzających tendencyjnie śmierć pod transplantacje. Dlaczego żaden dziennikarz śledczy się tym nie zajmie? Bo wolą lustrować dozorczynię która kiedyś doniosła, że Kowalski nasikał na kwiatki.
  • @sigma 07:57:25
    //wersja ruskiego lobby ma lepszy skrypt//

    Czy publikacje Kodiaka, Talbota, trybeusa Jacka, Aleszumy czy Zagozdy innych zaliczasz do "ruskiego lobby"?
    Hm... Ucieszą się :))
  • @emgie
    My stare chłopy będziemy mieli okazję powspominać dawne czasy i prostować różne mity. Mam nadzieję, że będziesz się regularnie tu odzywać.
  • @nana
    Normalność polega na tym, że każdy ma prawo do własnego zdania. Pani oczywiście też.
  • @GPS
    Lepiej z mądrym stracić niż z głupim znaleźć. Tak mówi przysłowie. Pana uważam za mądrego.
  • @emgie 11:03:55
    Witam Pani Izo!
    Brakowało Pani.
    Pozdrawiam.

    emgie
    dziwi mnie trochę w tej opowieści paszport,to Książka Żeglarska nie
    wystarczała?"I taka byla moja wspolpraca ze Sluzba Bezpieczenstwa PRL :)"no cóóż???????????????
  • @Iza 08:33:00
    Znajoma anestezjolog zrezygnowała z pracy ( emerytura) bo nie mogła znieść uczestnictwa w komisjach stwierdzających tendencyjnie śmierć pod transplantacje.

    Piękne takie prawdziwe ludzkie jak nie przekona potrzeba życia oczekującego na element to kasa doczekaliśmy się nieszczęścia alfreda .
  • @Iza 07:39:20
    Pani Izo,

    miło Panią czytać, a podziwie dla Pani zdobyłem się na mały przytyk,
    związany z pani porównaniem, szytym nieco ponad miarę,

    zmuszony do zaglądania do niegodnych mendiów, pamiętny tych wszystkich wabiących tytułów, niezgodnych z treścią, a właściwie ją fałszujących, życzę Pani wyzwolenia się od podobnych zabiegów.

    ----------------

    Mam nadzieję, że pod Pani następnymi notkami, nie będzie takiego wysypu korwinowców, biorących mnie, dziecko PRLu, za bandytę. Kto (się) przezywa, tak się sam nazywa.

    pozdrawiam.
  • @latajace skrzypce 09:52:27
    Ksiazeczka Zeglarska uprawniala do plywania.
    Specjalna pieczatka na ostatniej stronie uprawniala do plywan morskich (poza wody terytorialne- 12Mm)
    Do wchodzenia na obce wody i tym bardziej odwiedzania obcych portow niezbedny byl paszport.
    Paszportow bylo trzy rodzaje: zwykly turystyczny, sluzbowy i sportowy :)
    Nie mam pojecia czym sie roznily, (moze instytucja wydajaca?),
    Turystyczny odbieralo sie kazdorazowo w lokalnej Komendzie Milicji (w wydz. paszportow), pozostale w W-wie. (Sportowy bodaj w AZSie czy PZZ?)
    no i czwarty konsularny dla stale przebywajacych za granica i jedynie ten mialo sie w domu. Pozostale po kazdej podrozy trzeba bylo oddac do "depozytu" i wystepowac o wydanie w zwiazku z kazda podroza.
    Zaleta sportowego/sluzbowego byl odbior "od reki". Na turystyczny czekalo sie 4-6 tygodni.
    I pewnie jeszcze dyplomatyczny, ale tego nie jetem pewny...
    Ale cos innego bylo ciekawsze.
    Przekonalem sie o niebo latwiej bylo uzyskac paszport niz wizy.
    Z wizami to byl dopiero prawdziwy cyrk...i szok- "zachod" nie kochal podroznych z polskim paszportem o czym niejednokrotnie moglem sie przekonac.
  • @Kodiak 08:08:29
    O takich śmieciach mówiła Pani Iza,ranger.
  • @emgie 11:34:47 wizy
    O wize na wjazd do krajow zachodnich mozna bylo ubiegac sie na podstawie potwierdzonego kontraktu na prace. Wtedy mialo sie paszport sluzbowy.
    W przypadku rejsu potrzebna byla potwierdzona przez rozne instancje dokumentacja podrozy- jacht, trasa, terminy itd. To do paszportu sportowego(odmiana sluzbowego)
    Posiadacz zwyklego paszportu potrzebowal zaproszenie od kogos (lub instytucji) z kraju docelowego.
    Majac wize docelowa mozna bylo ubiegac sie o wize tranzytowa.
    Wszystko to trwalo miesiacami.
    Kiedys po wielu tygodniach staran i pomocy przyjaciol i ich przyjaciol dostalem zaproszenie do Francji.
    Zanim jednak zdazylem je zlozyc w ambasadzie ukradziono mi je wraz z torba w W-wie.
    Pojechalem bez wizy...skonczylo sie o malo co deportacja w kajdanach.
    Ale to dluga historia nadajaca sie do ksiazki...
    Innym razem kolezanka wymyslila inny sposob: zorganizowala rejs zeglarski wylacznie "na papierze". Okazalo sie to duzo latwiejsze. Cala nasza trojka wizy otrzymala- do Niemiec, W.Brytanii, Francji i gdzie tam jeszcze....
    Opowiadam o tym zeby uzmyslowic ze PRL w tych czasach wcale nie byl najtrudniejszym "przeciwnikiem" wolnosci, wbrew temu co sie potocznie twierdzi.
  • @emgie 12:31:57 PS. wizy
    W niektorych ambasadach ludzie wyczekiwali w kolejce calymi dniami...
    Bylo to bardzo upokarzajace.
  • @trybeus 18:25:46 - O MATKO BOSKA! TRYBEUS WRÓCIŁ NA NEON!
    Co? Zimno było w klasztorku, a? Ichnia Mateczka Iza-Circ-Krakowska nieprzytulna się okazała, toście się przyszli pogrzać w prawdziwie polskim salonie naszej Pani Izy Kochanej! Oto jak się okazuje prawdziwa klasa, prawdziwa niekłamana polskość, szyk i styl stołeczny warszawski!
    Ano proszę, w sumie zanosi się na udaną imprezę przy Dmowskim 8-11 listopada 2014 - z Waszym udziałem, o ile Wam znowu do głowy jakiś pomysł na zdradę nie strzeli. Postanowiłem naradzić się z panami Wojtasem i Ruszkiewiczem, i spożytkować Waszą poprawę i udanie się do Canossy (znaczy do naszego szlachetnego salonu - portalu nad portale!) - dla dobra wspólnego. Daję Wam szansę. Weźcie no sobie przygotujcie jakiś odczyt, albo krótkie wystąpienie. Jakiś tekst o kurniku możecie zapodać na przykład. Udostępnimy Wam mikrofon, damy ciepłej herbaty, a nawet, jak Redaktor Naczelny pozwoli i ukroi - damy kawałek pieczonego prosiaka od Witaszka. Z kaszą gryczaną.
  • To ja też na przywitanie zapodam historyjkę z życia
    Moja rozmowa z politrukiem wyglądała tak, że wezwał mnie do siebie, trochę krążył wokoło tematu i wyszło, że musi składać raporty o nastrojach wśród żołnierzy, a ponieważ nie ma do nich bezpośredniego dostępu to wybrał mnie (tu kilka okrągłych zdań na mój temat), abym mu taki raport przygotował.

    Wypalam - to znaczy, że mam donosić na kolegów. Zaprzecza, żebym tego tak nie traktował i pociesza mnie, ze nie jestem pierwszym, który taki raport pisze dla niego. Wracam na salę i walę, że kapitan Żółw (tak żeśmy go przezwali) chce abym mu zrobił cotygodniowy donos na kolegów, o czym mówią, na co narzekają itp.

    Wszyscy rozeszli się i zajęli się własnymi sprawami.
    Postąpiłem tak jak kiedyś wspominał mi Ojciec, że w chwilach największego stalinowskiego terroru jedynym sposobem na uzyskanie ewentualnej pomocy i to bez narażania tego, który pomaga to było powiedzieć o swoim problemie w dużej grupie. Jeśli ktoś mógł i chciał pomóc to zrobił to nawet incognito i nawet ten który otrzymał pomoc nic na temat pomagającego nie wiedział.

    Na stołówce dosiadł się na chwilę kolega i powiedział, że ma coś dla mnie. Spotkałem się z nim w wolnym czasie i powiedział mi, że w takiej sytuacji on poszedł do biblioteki, zrobił prasówkę z Trybuny Ludu, dodał trochę sportu i coś z telewizji i zaniósł to.

    Po czasie nasz politruk zrezygnował z wezwań, więc albo wiedział, że dostarczamy mu bzdety, albo co bardziej prawdopodobne to znalazł gorliwca.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 08:36:09
    Spirytusie, nie podpuszczaj mnie, proszę;)
  • @Iza 08:33:00
    Człowiek powoli czuje się jak zaszczuty zając, a wzywając karetkę czuje się ambiwaletnie. Jeżeli jest młodszy - rozbiorą go na części przy pierwszej nadarzającej się okazji pod pozorem nie istniejącej smierci mózgowej. Jeżeli jest starszy - załawią środkiem zwiotczającym i za opłatą przekażą "usługom pogrzebowym". Jeżeli ma dziecko - byle głupek z MOPSu może mu je odebrać - bo okruszki na stole, bo nie szczepione, bo wychowane religijnie.
    Ciekawe, że nie słyszałam, aby w Europie Zachodniej odbierano dzieci z rodzin muzułmańskich. Odbiera się tylko białym.
  • @sigma 15:03:53
    Słyszałem, co się wyrabia się na sali operacyjnej, kiedy produkują Grodzkie lub w drugą stronę przekabacają. Osoba ta powiedziała, że czuła się tak podle, że atmosfera była nie do wytrzymania i zdecydowała, że nigdy już nie bedzie brała udziału w "przeróbkach".
  • @tadman 15:21:35
    Tyle dobrego.
    To mi przypomina inną sytuację, , która rozwinęła się na zasadzie "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło."
    Znajoma, która chciała poddać się zabiegowi in vitro - w "klinice in vitro" została potraktowali tak przedmiotowo-pornograficznie, że trzasnęła drzwiami i sobie poszła.
  • @gsaw 15:29:35
    Ani ratlerek, ani starsza kobieta nie potraktują strażnika miejskiego z buta, nie wpakują mu pod siódme żebro noża, ani ogólnie nie stworzą zagrożenia życia i zdrowia wyżej wzmiankowanego. To nad czym un ma się zastanawiac?
  • @emgie
    Bardzo ważne to co napisałeś o paszportach i trybie wyjazdów za granicę w tamtych czasach. Możemy dzielić się swoim doświadczeniem, nie musimy nikogo przywoływać. Najważniejsze to, żeby pisać dokładnie jak było. Bez mitów i przekłamań. Tamte czasy to był gąszcz. Pamiętam jak próbowaliśmy tłumaczyć coś Jean Paulowi. Nic nie rozumiał pomimo, że ma żonę Polkę.
  • @wiedzajestwksiążkach 22:43:04
    Dziekuje. To doskonala opowiesc i bardzo prawdziwa. Poza tym ma pan naprawde dobre pioro i latwosc wyrazania mysli...co z umiejetnoscia patrzenia na rzeczywistosc robi pana doskonalym reporterem.
    Niech pan pisze....@
    Doskonale przedstwil pan ludzi na poziomie SB czy bylego czy wczorajszego czy tez dzisiejszego...rozne czasu rozne nazwy ten sam poziom:-))))tej samej sitwy....zwanej Ukladem wladzy...dlatego zalecam ostroznosc. ONi maja dlugie lapy..i nie wahajac wsie uzyc rzedluzenia ich..
  • @Iza 08:06:28: Nie zrobili mi jednak nic złego."
    Jeśli są warci plucia Nowakowskiego to nic złego? A Nowakowski nic sobie do zarzucenia nie ma? Choćby zaniechanie.

    Ówczesni "opozycjioniści" to teraźniesza "elita". A na kłamstwach nigdy nic dobrego nie da się zbudować.

    Zreszta sprawa jest dużo bardziej poważniejsza. Bo jeśli w prlu było się koncesjonowaną opozycją to znaczy, że było się agentem Sowietów, bo to Moskwa trzymała tu wszystkie sznurki. A taka agentura nie kończy się nigdy, nawet po śmierci. Potomkowie zostają.
  • @emgie 11:34:47
    @latajace skrzypce 09:52:27
    Ksiazeczka Zeglarska uprawniala do plywania.
    Specjalna pieczatka na ostatniej stronie uprawniala do plywan morskich (poza wody terytorialne- 12Mm)
    Do wchodzenia na obce wody i tym bardziej odwiedzania obcych portow niezbedny byl paszport.
    Paszportow bylo trzy rodzaje: zwykly turystyczny, sluzbowy i sportowy :)
    Emgi zmyślasz; Książka Żeglarska wystarczała do poruszania się po Świecie bez paszportu i wizy ;Książeczka żeglarska (książka żeglarska) – podstawowy dokument marynarzy zatrudnionych na statkach handlowych, stwierdzający tożsamość, dokumentujący przebieg pracy oraz umożliwiający przekraczanie granicy morskiej i pobyt we wszystkich portach świata. Książeczkę żeglarską wydaje organ administracji rządowej niezespolonej – Dyrektor Urzędu Morskiego, a za granicą placówki konsularne. Książeczka żeglarska ma status paszportu służbowego przy przekraczaniu innych granic niż morska – np. przy wymianach załogi dokonywanych za granicą lub też po utracie paszportu książeczka żeglarska umożliwia powrót do Polski[1].

    W odróżnieniu od procedur przyznawania paszportów nie we wszystkich państwach trzeba być obywatelem danego państwa, aby otrzymać jego książeczkę żeglarską. Można też posiadać książeczki żeglarskie wielu państw. http://pl.wikipedia.org/wiki/Ksi%C4%85%C5%BCeczka_%C5%BCeglarska
  • @latajace skrzypce 01:09:29
    :)

    Ty masz racje i ja mam racje :)

    bo nie mowimy o tym samym.

    Ty mowisz o dokumencie dla marynarzy, a ja o sportowej ksiazeczce zeglarskiej wydawanej przez Polski Zwiazek Zeglarski.
    W stanie wojennym kilku amatorow zeglarstwa profesjonalnego utworzylo pod egida Intersteru ( A. Kwasniewski jezeli dobrze pamietam byl prezesem) odpowiednik Agencjii Morskiej dla obslugi "zeglarskich zawodowcow". Ale to bardziej zlozona historia.
    Bylo to srodowisko powiazane ze sluzbami...
  • @konserwatystka
    Pani zarzut dotyczący grzechu zaniechania traktuję poważnie. Jednak to nie była taka prosta sprawa.Podczas przesłuchania w sprawie książek , które przychodziły na mój adres w paczkach z proszkiem do prania i które potem uczciwie rozdawałam wśród studentów przesłuchujący zapytał: " co pani ma wspólnego z tą żydokomuną?". Odpowiedziałam: " jeżeli będę miała się ochotę wyspowiadać pójdę do kościoła.". Moim wzorem był dobry znajomy, Jakub Karpiński, który w procesie taterników odmówił zeznań: " nie mam potrzeby konfesjonału " - powiedział. Przesiedział najdłużej, o ile pamiętam to prawie 4 lata. Inni byli bardziej wymowni, w tym Gross. Natomiast niejaki Andrzej Mencwel dał się przesłuchującym ogłupić i napisał na ich potrzeby tekst. Moim zdaniem słuszny, ale źle wybrał moment i konfesjonał. Był to tekst właśnie o opozycji koncesjonowanej, jak napisał "podwójnie wyalienowanej ze społeczeństwa". Środowisko po różnych dąsach darowało mu ten tekst. Andrzej Mencwel był to człowiek z nizin ( w tamtym rozumieniu) , bardzo zdolny, mieszkał gdzieś w jakiejś suterynie, mógł go trafić szlag, że gwiazdami opozycji są Ochabówny. I że o najważniejszych sprawach dyskutuje się na imprezach w 150 metrowych mieszkaniach. Ale czy to znaczy, że należy współpracować z SB? Źle sobie wybrał odbiorcę. Faktem jest jednak, że w tamtych czasach prawie wszyscy wielbili Michnika. Gdy zapytałam kiedyś jak może on (technicznie ) pisać książki w więzieniu pewien opozycjonista niekoncesjonowany omal nie przegryzł mi tętnicy szyjnej. Potem on jedyny mnie przeprosił. Dzieci tego opozycjonisty, prostego robotnika zresztą, pisały miłosne listy do Adasia.
  • @emgie 01:38:34
    ok ;jeżeli tak twierdzisz ,nie znam innego rozwiązania pozdrawiam
  • @Iza 08:48:37
    Pisząc o zaniechaniu miałam raczej na mysli ..choćby Nowakowskiego i Jego niechęc do "plucia za siebie". Nie ma odważnego do opisania prawdy choćby tej subiektywnej.
    Wspomniała Pani o "taternikach". Czy wiemy dziś kto doniósł? Kto był tym agentem? Wiki podaje jakoby podsłuchano rozmowę Lasoty z Włodkiem. Jak to się to do informacji o dość obszernych wynurzeniach Lasoty?
    http://www.lustracja.net/index.php/pozostali/161-irena-lasota-sypie-ze-aj-waj

    Te czasy możnaby opisywać już dziś ..ot z zadumą i "bez nerw", tylko, że moim zdaniem konsekwencje ciągną sie do dziś i nie ma nadziei na koniec. Z agentów kolejne rządy zrobiły bohaterów narodowych więc trudno się dziwić, że ma to fatalny wpływ na wszystkie sfery naszego życia.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY

więcej