Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
355 postów 3547 komentarzy

.

Iza

Herb wykluczenia

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Współcześni wykluczeni znaleźli sobie pojemne medium, jakim jest internet. Pisanie w internecie wyczerpuje niestety definicję grafomanii. Artysta pisze dla pieniędzy- grafoman dla przyjemności.

 

 

 „Galileusz, Darwin i ja” mawiał zwariowany profesor Challenger, bohater ksiązki „Zaginiony Świat” Conan Doyle’a. Uważał się za geniusza odrzuconego przez skostniałe, ogłupiałe środowisko naukowe, niezdolne do zrozumienia jego idei. Większość odrzuconych czuje się duchowymi dziećmi Einsteina lub przynajmniej Galileusza. Wykluczenie stało się ich herbem.

Książkę pod tytułem „Herb wygnania” napisał emigrant Wojciech Karpiński w imieniu twórców odrzuconych przez komunistyczny reżim. Do herbu wykluczenia rościłoby sobie prawo o wiele więcej osób. Prawdopodobnie większość pisujących na różnych portalach.

 

Twórca teorii względności Albert Einstein, z którym najczęściej identyfikują się zapoznani geniusze, z trudem zdał maturę, a dyplom na Politechnice w Zurichu zrobił tylko dzięki życzliwości profesorów i kolegów, gdyż wolał kawiarnie od wykładów. Przez pewien czas zarabiał korepetycjami, a potem, dzięki protekcji przyjaciela otrzymał mało absorbującą pracę ( właściwie synekurę) w berneńskim Urzędzie Patentowym. Spędził tam 8 lat -jak się okazuje niezwykle produktywnie. W 1905 roku ogłosił teorię względności.

Einstein miał wiele szczęścia, że żył w czasach,gdy ludzi jeszcze interesowała prawda i byli skłonni nie tylko zapoznać się, lecz nawet dyskutować z paradoksalnymi tezami nieznanego urzędnika patentowego. Dziś jego prace wylądowałyby bez czytania w koszu instytutu fizyki czy redakcji naukowego czasopisma.

W instytucie fizyki na Hożej do szafy z napisem( jeżeli dobrze pamiętam) „wariaci” trafiały nie czytane, prace licznych odkrywców perpetum mobile, autorów projektów podróży w czasie, oraz przeciwników teorii względności. Pamiętam jakiegoś inżyniera ze Śląska, który pochwalił się swoimi poprawkami do teorii względności w „Ekspresie Wieczornym”. To zdyskwalifikowało go w przedbiegach, ale i tak nikogo nie zainteresowały jego mało zrozumiałe wyliczenia.

Pewien fizyk teoretyk prowadzący na salonie 24 fascynujący zresztą blog poświecony swojej dziedzinie, zapytany niedawno o poglądy profesora X w konkretnej sprawie, zamiast: „nie wiem” albo „nie interesuje mnie to” odpowiedział pytaniem:„ a w jakich czasopismach X publikuje?”

Nawet tak niekonwencjonalny badacz, za kryterium prawdy uważa liczbę publikacji w czasopismach z listy filadelfijskiej.

Jest to przykład świadomego „oglądu uprzedzonego”. Pan fizyk nie ma zamiaru tracić czasu (być może słusznie) na zastanawianie się nad tym, co twierdzą osoby spoza listy.

Osobną sprawą jest certyfikat na uprawianie jakiejś dziedziny nauki czy sztuki, który daje dyplom uczelni. W dawnych czasach bez certyfikatu nie można było być szewcem czy piekarzem. Myśliciele, naukowcy i artyści nie podlegali natomiast takim restrykcjom. Dziś Stefan Banach genialny samouk, nie mógłby wykładać nie tylko we Lwowie, lecz nawet w wiejskiej szkole podstawowej.

W Związku Radzieckim i PRL bez dyplomu uczelni artystycznej nie wolno było urządzić wystawy malarskiej nawet w domu parafialnym czy garażu własnego domu.

Na szczęście w Polsce nie przyjęły się, za wzorem sowieckim, akademie literatury. Pisać do szuflady mógł każdy, nawet bez dyplomu. Za to wydawać – raczej tylko wybrani. Też najczęściej bez dyplomu. Bo nie matura, lecz chęć szczera decydowały o sukcesie. Jak mawiali złośliwi, żeby zapisać się do związku literatów wystarczyło wydać dwóch kolegów.

 

Obecnie mamy zupełnie inny problem. Pisać, malować, a nawet wydać czy wystawić to jedno. Jak jednak znaleźć odbiorcę? Odbiorca znużony obfitością, mimowolnie poszukuje w twórczości czegoś w rodzaju listy filadelfijskiej w nauce. Nie chce tracić czasu i angażować się emocjonalnie w coś, co być może nie ma wartości. Poszukuje przewodnika, który powie mu, co ma się mu podobać. Z góry akceptuje ogląd uprzedzony.

 

Najczęściej jednak „ogląd uprzedzony” dzieł sztuki jest zupełnie nieświadomy.

Zrobiłam kiedyś następujący eksperyment. Pokazałam znajomemu, profesorowi Akademii Sztuk Pięknych, zadeklarowanemu miłośnikowi grafik Picassa, kopię jednego z mało znanych rysunków tego artysty z wykasowanym podpisem. Znajmy opacznie zrozumiał, że chodzi mi o recenzję pracy jakiegoś kandydata na Akademię, a ja nie potwierdziłam, ale i nie zaprzeczyłam- nie przez złośliwość, lecz z czystej pasji badawczej. Profesor bez wahania orzekł, że rysunek jest obrzydliwy, a jego autor nie ma żadnych zdolności, ani szans na studia malarskie. Kiedy ujawniłam, że prawdziwym autorem jest wynoszony przez profesora pod niebiosa Picasso, odparł oburzony, że dzieło sztuki funkcjonuje tylko w kontekście.

Potwierdziło to moje przeświadczenie, że nawet znawca zachwyca się dziełem sztuki wtedy i tylko wtedy, gdy wie, że powinien się zachwycać.

Obala to potoczny pogląd, że prawdziwa sztuka broni się sama, a o wartości dzieła decyduje przeżycie, jakie ono wywołuje.

Wystarczy zresztą zastanowić się, jak to się dzieje, że kopia obrazu, nieodróżnialna bez specjalnych badań nawet dla specjalistów od oryginału, która powinna zatem wywoływać takie same jak oryginał wrażenie, ma zupełnie inną cenę. Pisał o tym choćby Bernard de Mandeville w „ Bajce o pszczołach”.

 

 

Współcześni wykluczeni znaleźli sobie pojemne medium, jakim jest Internet. Pisanie w Internecie wyczerpuje niestety definicję grafomanii. (Artysta pisze dla pieniędzy- grafoman dla przyjemności.) Specjalista od wizerunku Eryk Mistewicz odradza politykom pisanie blogu. Jeżeli ktoś pisze w Internecie, znaczy, że ma na to czas, jeżeli ma czas, znaczy, że nie zajmuje się niczym poważnym.

Pisząc w Internecie dajemy czytelny sygnał, że nikt nie kupuje naszej twórczości na pniu. Działa to podobnie jak wydanie własnym sumptem tomiku poezji, który wtyka się potem rodzinie w charakterze prezentów imieninowych.

Mieszanina kompleksu niższości ( nikt mnie nie chciał) z kompleksem wyższości ( ja nie z takich, którzy do literatury weszli przez łóżko, bufet, WSI- niepotrzebne skreślić), czyli przypisywanie sobie „herbu wykluczenia”, owocuje specyficzną minoderią tekstów, którą świetnie wychwytuje ( w każdym razie w moim przypadku) SWD40 w swych ironicznych wierszykach.

„Ironia to sól, której zawsze jest za dużo” -powiedział Settembrini w dyskusji z Naphtą  („Czarodziejska Góra”, jeżeli coś przekręciłam proszę mnie poprawić.)

 

Osobnym problemem są pomysły techniczne, ekonomiczne i społeczne, które „wykluczeni” zmuszeni są propagować w Internecie. Najczęściej mają oni za sobą bezskuteczne antyszambrowanie u różnych wpływowych osób. Oczywiście część z tych pomysłów jest zapewne bez wartości, część to tak zwane „pomysły przy goleniu”. Ich twórcy oczekują, że ktoś za nich zajmie się ich realizacją.

„Ja wam rzucam myśl, a wy go łapcie”- jak mawiał słynny generał gazrurka.

Bardzo wiele ciekawych i ważnych propozycji przemyka bez komentarza i ginie jak w czarnej dziurze, w portalowej piwnicy. Jak odróżnić geniusz od manii naukowej? Czy w Internecie musi powstać lista filadelfijska? Jakie grono recenzowałoby naukowe teksty?

Kiedyś z wielkim przejęciem wyliczałam memu przyjacielowi Markowi wybitne osoby, które umarły w nędzy. Wśród nich był Norwid. Marek długo milczał i wreszcie powiedział: „to bardzo pocieszające, jednak nie każdy, kto umrze w przytułku jest Norwidem”.

 

KOMENTARZE

  • Iza
    Nie jest tak źle. Moje książki sprzedają się świetnie, choć niezrozumienie dotyczące sieci rzeczywiście jest problemem poważnym. Ostatnio na KUL zapytano mnie dlaczego wydaję książki skoro publikuję w sieci, a jakiś student wyglądający na geniusza upierał się, że dobre dzieła obronią się same. Elig mówi, że sieć to domena hobbystów, ja się z tym nie zgadzam, bo jakiż hobbysta jest z takiego Orlińskiego, albo choćby z Igora Janke. To są ludzie interesu, którzy pozycjonują hierarchię autorów tak by przynosiła zyski im, a nie nam. No, a tacy jak ja próbują tę piramidę odwrócić i postawić normalnie, bo na razie stoi ona na czubku. Mam nadzieję, że wyrażam się klarownie, choć pewności takiej wcale nie mam. Pozdrawiam Panią serdecznie.
  • @ Autorka
    A to ciekawe z tym kontekstem i dziełem sztuki...
    Czasy są takie, że tego kontekstu jest bardzo dużo, a /prawdziwych/ dzieł sztuki... Profesor ASP ... hm... kontekściarz. Niektóre z prac Picassa byłyby /są/ knotami bez kontekstu właśnie. To przecież właśnie w okolicach Picassa /czasowych i merytorycznych/ zaczął dominować kontekst. Pisuar i pognieciony samochód, puszka zupy pomidorowej nie są dziełami sztuki - a ponoć są! Mój profesor mówił: "Nie mam przyjemności obcowania z tego rodzaju olśnieniami". Sic! Zapraszam do przeczytania wywiadu z prof. Śramkiewiczem na moim blogu /wisi jeszcze na KULTURZE/.
  • @Iza
    Bardzo ciekawa i wnikliwa analiza, z którą po części (większej) się zgadzam. Ale brakuje mi tu pewnych aspaktów, np. ludycznej, rozrywkowej motywacji pisania w sieci. Zwracam też uwagę, że nawet najwybitniejsze osobowości szukają zrozumienia i potwierdzenia (a niekoniecznie aprobaty) swoich różnorakich poglądów, ciesząc się, gdy je znajdują czego przykładem zarówno profesor Challenger (cóż za wielemówiące nazwisko!), jak i sam wielki Albert. ;-)
    Pozdrawiam.
  • Dlatego cieszy z powstal taki Nowy Ekran
    Miejsce w ktorym zarowno,autor,zwykly nielubiany gdzieindziej szary Polak a takze kazdy polityk moga nie tylko podyskutowac ale i pospierac sie bez obawy ze jakis tam janke czy inny Scios wyzwie od idiotow,a redakcja zastosuje cenzure.

    Bronic tego NE pazurami prosze !!!
  • @costerin
    "Miejsce w ktorym zarowno,autor,zwykly nielubiany gdzieindziej szary Polak a takze kazdy polityk moga nie tylko podyskutowac ale i pospierac sie"sęk

    w tym, że mało kto chce:-)
    to bardziej miejsce dla takich jak ty, którzy wszędzie węszą agentów
    od tego węszenia straciliście nie tylko węch, ale wzrok i słuch
  • @autorka
    //"dzieło sztuki funkcjonuje tylko w kontekście. (......)Obala to potoczny pogląd, że prawdziwa sztuka broni się sama, a o wartości dzieła decyduje przeżycie, jakie ono wywołuje."//


    To prawda, że dzieło funkcjonuje tylko w kontekście.
    Weźmy Velazqueza. Podziwiamy jak żywo oddał ówczesny dwór, ale wyobraźmy sobie, jak piorunujące wrażenie musiał wywołać na współczesnych, od służących do najwyższych w królestwie.
    Każde dzieło ma swoją pełnię zycia dopóki zyją odbiorcy (kontekst), potem ich potomkowie, ale im dalej, tym mniejszy żar, aż do wygaśnięcia. Dlatego handel sztuką, muzea i inne martwe miejsca w które przesadza się dzieła , to produkt lewacczyzny.
    Każdy woli oryginał niż kopię, bo to prawda, klocek z prawdziwego kontekstu. Człowiek prawdy brzydzi się wszelką nieprawdą.
    Artyści zawsze przemieszczali się za życiem-tam gdzie ono kwitło, oni się pojawiali . Teraz życie jest tylko w internecie. W galeriach, muzeach nigdy go nie było-owszem, można tam drapnąć pieniądz i szybko uciec, do zycia.
  • @gallux
    witaj Galluxie :) milo ze nie zapominasz o mnie,z tym weszeniem jednak przesadziles,nie ja wesze ale WESZYCIELE,wczoraj naczalstwo Sciosa-Baczka sie ustosunkowalo-porownal pan Macierewicz Nowy Ekran z gazeta wybiurcza. Ktos naprawde szuka,zadaj sobie pytanie kto i czego.

    Pozdrawiam zycze milego dnia.
  • IBF
    No cóż, ja trochę z innej beczki.
    Powiem Pani tak.
    Czytam Pani artykuły z ogromną przyjemnością. Bo to jest taka i to całkiem nie mała, intelektualna uczta. Ma Pani znakomite pióro i potrafi, w sposób, który śmiało i z pełnym przekonaniem mogę nazwać eleganckim i błyskotliwym, oczarować swoja erudycją i klasą. Rzadko można napotkać czy w internecie, czy w tradycyjnych nośnikach tak wysoki i poziom, i tak szlachetny styl w jakim Pani opisuje stany ducha, czy po prostu przedstawia życie.
    Po wcześniejszych moich wpisach, które mogła Pani odebrać jako niesprawiedliwe, a które w rzeczy samej były jedynie niesfornymi chochlikami, cokolwiek to znaczy, jestem Pani winien takie wyjaśnienie, więc to niniejszym czynię.
    A że jestem artysta, i jak to dodają - niezły artysta, to jak do tej pory, tak i dzisiaj wierszyk. Trochę koślawy wierszyk, trochę może nieaktualny, ale na czasie.

    Myślisz, że wiesz?
    Tak zwyczajnie.
    Że wystarczy jeden gest,
    Jedno słowo powiedziane, banalne?

    Myślisz, że wiesz?
    Tak po prostu.
    Ze wystarczy spojrzenie jedno,
    Przelotne, napotkane, by poczuć?

    Myślisz, że wiesz?
    Filozoficznie tak.
    Że wystarczy jedynie chcieć
    By móc dosięgnąć gwiazd?

    Skoro więc wiesz już wszystko,
    Wiedz jeszcze także i to,
    Że na ciemnej połaci nieba
    Najmocniej gwiazdy się skrzą.

    Miłego wszystkiego.
  • @t-rex
    T-rexie! Wydaje mi się, że kryterium oceny "artyzmu" czy "artystyczności" dzieła pozostaje od wieków niezmienne. Jest nim relacja pomiędzy twórcę (wytwórcę, odtwórcą, etc.) a odbiorcą, niepawdaż? Choć na poczekaniu można znależć wiele innych...
    Pozdrawiam.
    PS. A nadziei na poprawę jakości "twórczości" internetowej, to ja mam raczej niewiele...
  • @orlandofurioso
    Nie wolno tracic nadziei :)))

    Pozdrawiam
  • @costerin
    Wszystko wolno! Wszak cieszymy się demokracją!
    Pozdrawiam.
  • @t-rex
    Literaturę i Sztukę odbieram emocjami.
    Nie potrafię wskazać różnicy między artystą a grafomanem [sama mam zadatki grafomańskie, więc łatwiej mi to napisać;)], kiedy moje emocje porusza dzieło uznane przez znawców za przysłowiowy kicz, to ono podoba mi się dalej, bez względu na opinię znawców.
    Zdarza mi się mieć podobne zdanie do większości.
    Tak jest w przypadku Izy.
    Czytam ją zawsze z ogromną przyjemnością i pozytywnymi emocjami dla jej warsztatu, tematów, argumentów.
    :)
  • Eeee tam
    Słowa, słowa, słowa i nic z tego nie wynika.

    Pozdrawiam
  • Eeee, mnie uczyli, że
    z tą grafomanią to zdeczka inaczej biega:).
    A co do sztuki... Hmmm... Większość tzw. zwykłych ludzi woli piękno od brzydoty, stąd ich niechęć do współczesnej tzw. sztuki. Na lep "listy filadelfijskiej w sztuce" idą tylko bezmózgie snoby:). Fachury radzą sobie przy pomocy wiedzy a ludzie prości - własnego gustu. Inna srpawa, że to niedługo się skończy bo zbyt wiele środków i ośrodków uporczywie pracuje na to, by resztki gustu "ludowego" wypaczyć i zochydzić w różnych srańcach z gwaizdami itp.
    Nadzieja w następnym pokoleniu, JEŚLI my nie zawiedziemy - szczyl od pieluch zabierany do muzeum (choćby po to, by na ramionach mamy przeszedł galerią) mimowolnie nasiąknie dobrymi wzorcami. Złoty podział i perspektywa, urodzą się same (no, geniusz to to nie jest, ale przynajmniej wie gdzie dzwolnili), zwykłe poczucie estetyki także będzie odbiegać od "bigbradera i hamburgera":).
  • @bez kropki
    Nieprawda! Nadźwigałem się brzdąców na "galerach" i nic z tego nie "wynikło". To nie tak. Owszem- sztuka "powinna być piękna" ale to nie zawsze znaczy "prawdziwa"- tu zaczyna się dyskurs bez końca- intelektualno- medialno- cyber- śmietnik- matnia- kulturowy tygiel- wystarczy użyć właściwie parę łacińskich zwrotów i będziemy mieli "ach" ale "och!" dopiero gdy przerobimy Williama S. po serbsku.
    ... Eee tam, sztuki istotnie można się nauczyć, tylko : po co? To już lepiej zostać sprzedawcą kociołków lub piwowarem aniżeli szalonym poszukiwaczem odcienia.

    ;)

    Pozdrawiam Bez Kropki :)
  • @Anderson
    Bo są rożne brzdące i różne galery:). Czasem trza onemu palcem pokazać i gębą objaśnić na co patrzy. A czasem są po prostu brzdące skonstruowanie z myślą (Nadrzędnego) o innych celach:) (od "cel", nei "cela"!) i trzeba się pogodzić z takim przydziałem:).
    I jednak... prawda = piękno. A może odwrotnie?:) Nie pomnę, nie przy mnie pisane;). W każdym razie prostota przeważnie prowadzi do estetyki, co warto poelcać wszelkim poszukiwaczom odcieni:)
    Pozdrawiam wzajemnie.
  • @bez kropki
    Właśnie!, właśnie, bywają takie "gnomy" skonstruowane z myślą o innych celach! A czy Prawda = Piękno? ... nie wiem- musielibyśmy zacząć od definicji: Prawdy lub, lepiej na początek, Piękna. Ugrzęźniemy na wieki :) jeśli chcielibyśmy się wgłębić, a powierzchownie się ślizgać? cóż przeszkadza?! mała tabletka "amnezji" i Antypody ;)

    Estetykę zawsze warto! prostotę, również - to są kwestie bezsporne. !

    Serdecznie pozdrawiam.
  • Do szanownych komentatorów
    Bardzo dziękuję za komentarze i osobno za wiersz. Jestem zdecydowanie człowiekiem z ery Gutenberga ( co nie znaczy, że mam 600 lat, trochę mniej) dlatego do internetowej dyskusji trudno mi się przyzwyczaić. Serdecznie pozdrawiam. Do sprawi sztuki i jej odbioru pozwolę sobie wrócić.
  • @Iza
    Ależ prosimy, prosimy! My tylko czekamy na takie haki :) Zdradzę, w tajemnicy i na ucho, to jest to, co Tygrysy lubią najbardziej ;)

    Nie wypada mi się podpisać: Mama Kangurzyca więc podpiszę się: Prosiaczek ;)


    Pozdrawiam serdecznie w oczekiwaniu na następny odcinek
  • @Iza
    Powiem krotko : nie zgadzam sie z opinia pani I.B.Falzmann, ze internet jest miejscem, w ktorym produkuja sie , ze tak powiem ( uzywajac terminologii szanownej pani) nieudacznicy!
    Czyzby i pani do nich nalezala, bo przeciez umieszcza pani wlasnie w internecie swoje nie tak glupie przemyslenia..
    Szkoda, ze badac osoba inteligena , z duzym doswiadczeniem zyciowym oraz kultura , stara sie pani raczej szokowac , niz analizowac.
    Na cale nasze szczescie , urodzilismy sie w dobie internetu i nastepny NORWID - i nie tylko- nie bedzie musial czekac, zeby jakis litosciwy znawca odkryl posmiertnie jego teksty.
    Czyzby internet byl "herbem wlaczenia" , "herbem zaistnienia" "herbem wlaczenia" ?
    Ja osobiscie tak uwazam.
    Na cale nasze ( tych niaudacznikow z internetu) szczescie!
  • @babaraba
    Oj tam, oj tam! Aber mit humor! Ale chętnie przyznam, że opozycyjna w stosunku do tytułu @Izy metafora - herb zaistnienia - niezwykle udana i trafna! :-)
    Pozdrawiam.
  • @Iza
    Bardzo fajny felieton. Dziękuję.
  • Werfel wykrzyknął słynne zdanie - "ja wam rzucam myśl, a wy go łapcie"
    Gdy zamykano Odrodzenie i zamykano jednocześnie Kuźnicę — to Roman Werfel wykrzyknął słynne zdanie - "ja wam rzucam myśl, a wy go łapcie"...

    Natomiast łódzki tkacz, bez żadnego wykształcenia — Kazimierz Witaszewski — czyli gen. gazrurka bardzo jednoznacznie odpowiadał: "Rasa, prasa i te, co mają maturę"... Gazrurka zasłynął także z powiedzenia: „Weźcie gazrurkę i przepędźcie tego Żyda Słonimskiego” wygłoszonym w Łodzi w 1956 r.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY

więcej