Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
355 postów 3547 komentarzy

.

Iza

Reżim dobroci

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jeżeli wszystko, co podają media byłoby prawdą oznaczałoby to, że norweska młodzież zachowuje się jak Ejolowie z powieści Wellsa " Wehikuł czasu", którzy jak stado bezwolnych baranów pozwalali wyrzynać się Morlokom.

 

Liczba nonsensów i sprzeczności w doniesieniach dotyczących zamachów w Norwegii przekracza wytrzymałość zwykłego człowieka, nie wkraczającego w tajemnice wielkiej polityki.

1)     Zamachowiec spokojnie sobie strzelał przez 1,5 godziny, a zaalarmowane siły policyjne borykały się z przeciekającą łodzią. Czy możliwe jest żeby policja w Oslo dysponowała tylko jedną łodzią? A helikoptery? Słyszałam rozmowę z rybakiem, który podobno ratował tonących i jego łódź została zarekwirowana przez policję. I co potem się z tą łodzią stało. Policjanci popłynęli na ryby?

2)     Mało przekonywująco brzmiały dla mnie wyznania mówiącego po polsku chłopaka, który rzekomo uratował się, bo płynąc poprosił o litość zamachowca, a potem (nie wiadomo, po co) leżał około godziny na malej wysepce udając trupa zamiast schronić się w lesie. Terrorysta najpierw odwrócił się i odszedł, potem wrócił i „sprawdził” czy delikwent żyje strzelając mu w ramię. Trudno uwierzyć, że człowiek, który zabił tak wielką liczbę niewinnych osób zlitował się akurat nad naszym rodakiem. Dlaczego zresztą strzelał w ramię leżącego, a nie w głowę? Specjalnie zostawiał wybranych świadków? Poza tym nie jest chyba możliwe żeby trafiony pociskiem dum dum potrafił opanować ból i nie drgnąć. Taki pocisk powinien urwać mu rękę.

3)     Telewizyjny specjalista od terroryzmu (Dziewulski) powiedział, że coś takiego nie mogłoby zdarzyć się w Polsce, bo przed spodziewaną wizytą premiera służby sprawdziłyby każdy centymetr wyspy. Tak się jakoś dziwnie złożyło, że przed lądowaniem Prezydenta w Smoleńsku nikt nic nie sprawdzał, wieża kontrolna okazała się rozwalonym baraczkiem, a latarnie wisiały na sznurkach. Zostawmy jednak ten wątek. Jak to możliwe, że tak liczna impreza na wyspie Utoya odbywała się bez policyjnej osłony? Jedyny, prywatnie wynajęty policjant podobno zginął jako jeden z pierwszych. Dlaczego po zamachu premier włóczył się po wyspie bez ochrony? Skąd wiedział, że w krzakach nie czają się inni terroryści? Odważny czy głupi?

4)     Nie do pojęcia jest jednak przede wszystkim, w jaki sposób jeden, nawet bardzo dobrze uzbrojony i wyszkolony człowiek mógł sterroryzować 600 osób na wyspie o powierzchni 10 ha, pokrytej w dużej części lasem i w ciągu 1,5 godziny kolejno wykończyć przeszło 70 z nich. Dlaczego nikt nie próbował rzucić się na niego z kijem, z kamieniem? Dlaczego nie próbowano działać zespołowo? Ktoś mógł przecież odwrócić uwagę strzelca, a reszta zaatakować go z ukrycia. Czy można sobie wyobrazić, że w czasie okupacji, jeden uzbrojony w karabin maszynowy Niemiec poradziłby sobie z taką liczbą młodych, wysportowanych osób? Na akcję rozbrajania Niemców gołymi rękami warszawscy chłopcy chodzili tylko dwójkami.

 

 

Jeżeli wszystko, co podają media byłoby prawdą oznaczałoby to, że norweska młodzież, całkowicie pozbawiona instynktu samozachowawczego zachowuje się jak Ejolowie z powieści Wellsa „ Wehikuł czasu”, którzy jak stado bezwolnych baranów pozwalali wyrzynać się Morlokom.

Winne temu jest między innymi pacyfistyczne wychowanie.

 

Kilka lat temu syn moich znajomych, kolejny raz przyszedł pobity zez szkoły. Nie mogłam tego zrozumieć, bo chłopak przerastał o głowę rówieśników i był wyjątkowo wysportowany. Pomimo protestów rodziców wydusiłam z niego prawdę. Rodzice stanowczo zabronili mu czynnie reagować na jakiekolwiek zaczepki i fizyczne prześladowania. Kierowali się etyką chrześcijańską nakazującą nadstawiać drugi policzek bijącemu. Przy akompaniamencie protestów znajomych wytłumaczyłam chłopakowi, że ciężko grzeszy nie sprzeciwiając się złu. Rozbestwieni koledzy będą znęcać się nad kolejnymi, słabszymi od niego ofiarami, które nie będą miały szans na obronę. Poradziłam mu stłuc napastników na kwaśne jabłko, a potem po chrześcijańsku im przebaczyć. Chłopak z entuzjazmem zastosował się do moich rad i w klasie zapanował spokój. Było to przeszło 10 lat temu i prześladowcom nie przyszło do głowy zwrócić się do policji ze skargą. Teraz byłoby inaczej.

Gdy rybacy z Jerzwałdu złapali i związali kłusowników kradnących im ryby i niszczących sieci policja uwolniła złodziei i pouczyła ich o możliwości złożenia skargi na okradzionych, z czego złodzieje skwapliwie skorzystali.

Wymiar sprawiedliwości skutecznie zajął się rolnikami ze wsi Włodowo, którzy nie mogąc doczekać się policji sami poradzili sobie z bandytą. Surowo zostali osądzeni również Artur i Sławomir (na ich losach oparto film „Dług”), którzy zabili w obronie własnej, gdy wszystkie służby odmówiły im pomocy.

Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność.

Ludzie uczeni są, że monopol na użycie przemocy mają wyłącznie struktury państwowe, a im nie wolno się nawet bronić.

Wyuczona bezradność spowodowała, że zamiast uciekać do lasu i próbować rozprawić się z napastnikiem, młodzi Norwegowie chowali się jak małe dzieci w namiotach i budynkach i czekali biernie na śmierć.

Reakcją społeczeństwa na tragedię był kolejny marsz milczenia. Jak stwierdziła pani Nina Witoszek Norwegami rządzi „reżim dobroci”. Nawet w tak skrajnej sytuacji nie wolno im ujawniać złych uczuć.

 

Osobnym problemem jest manifest mordercy. Przypomina pracę licencjacką słabego studenta niedzielnej płatnej szkółki sporządzoną metodą „wytnij – wklej”. Dawno nie czytałam czegoś tak wewnętrznie sprzecznego i bełkotliwego. Zdjęcia mordercy w różnych mundurach i w masońskim fartuszku mogą być dowodem jego pychy, a może fetyszyzmu.

 

Działanie mediów w tej sprawie wydaje mi się być testem sprawdzającym, do jakiego stopnia podległości doszedł ogłupiały „człowiek bez właściwości” będący produktem współczesnego wychowania i w jakie brednie jest gotów bezkrytycznie uwierzyć.

 

 

KOMENTARZE

  • @Iza
    Anders Behring Breivik trafił w marcu na czarną listę brytyjskiego kontrwywiadu (MI5, wiedzieli ale nie powiedzieli?), gdy dokonał zakupu chemikaliów do konstrukcji ładunku wybuchowego u zarejestrowanego on-line dostawcy z Polski.

    Całkowita liczba osób zastrzelonych na wyspie Utoya to 68, a nie jak podawano wcześniej 86 (czeski / norweski błąd?) - podała norweska policja, zaznaczając, że dotyczy to także osoby, która zmarła w szpitalu po strzelaninie.

    Podobnie było z informacjami dotyczącymi Katastrofy TU-154M, dość często pojawiały się tego samego dnia informacje wzajemnie się wykluczające, lub informacje które 2-3 dni później były dementowane.
  • Dziwne to wszystko.
    Ale my może nie rozumiemy Norwegów - tak bardzo inne jest to społeczeństwo, w którym od dziesiątek lat nic szczególnego się nie działo i wszystko funkcjonowało należycie.
    Nawet przyszli działacze partyjni byli już od dziecięcia właściwie ukierunkowywani.
    Młodzież wychowywana bezstresowo, nie wie jak się zachować w przypadku zagrożenia - no bo co to jest, to zagrożenie?
    Zaatakować napastnika?
    Jak to jest: atakować?
    A napastnik, owładnięty ideą, zabija, ale gdy jakieś dziecko(11-letnie) krzyczy, że ono jest za młode, aby umierać, to on przyznaje mu rację i daruje mu życie.
    Nie znam się na grach komputerowych, gdzie się strzela do przeciwników i ich unicestwia, ale podejrzewam, że walczący nie rozmawiają ze sobą, to może dlatego, ten morderca z wyspy nie zastrzelił tego chłopca - bo w grach nie było takiego wzorca?
  • @andrzej61
    "Norwedzy są tacy że się potrafią skrzyknąć i to szybko. Na pewno są 100 razy sprawniejsi niż Polacy jak chodzi o takie spontaniczne działanie. A tu nic. Ale przecież trudno gdybać"
    ----
    To akurat da się wytłumaczyć w miarę:
    Byli w szoku wszyscy po tym zamachu bombowym w centrum Oslo.
    Dwa niezwykłe i szokujące wydarzenia przekraczały pewnie już możliwości chłodnej percepcji i zdolności do logicznego i szybkiego działania.
  • @Pluszak
    O tuż to, wiedzieli o ''mordercy'' lecz pozwolili mu działać, patrząc do czego jest zdolny ?

    Od czego są służby?

    Ps
    Jest pyszny i pewny swego, ponieważ został tak wychowany, w takim społeczeństwie... Dostanie 21 lat, może więcej? A może zostanie za dobre sprawowanie zwolniony? Uważa się za ''bohatera'' dlatego tak się zachowuje ...
  • A tak było 10 lat temu w USA...
    http://space.nowyekran.pl/post/21789,kto-sie-boi-prawdy-czesc-v

    Zapraszam.
  • Sp. ksiedza Popieluszko
    zamordowali dwaj zboczency.

    och ten czas leci metody sie nie zmieniaja.

    masz oczy wiec patrz.
  • @ space
    Przeczytałam na blogu Arkadiusza Jadczyka ( fizyk teoretyk, salon 24), że zginął duński ekspert zajmujący się ujawnieniem tajemnic 9/11. Z nieznanych przyczyn jego volvo zderzyło się z drzewem. Trochę za dużo tych dziwnych przypadków.
  • (Dziewulski)
    Dziewulski to faktycznie specjalista od terroru, sam go siał, jako oficer ZOMO.
  • @Iza
    brawo Iza
    w bardzo prosty i klarowny sposób przedstawiłaś wątpliwości jakie po tym "zamachu" powinien mieć każdy, który ma więcej niż 18 lat, ukończył gimnazjum, a jego IQ nie odbiega od normy

    długą drogę przebyła Norwegia
    od Vidkuna Quislinga wyłapującego i wydającego w ręce hitlerowców własnych obywateli pochodzenia żydowskiego, że o kolaboracji z Adolfem z litości nie wspomnę, aż do ABB - arcysyjonisty
    a może wcale nie tak długą? wydawanie Żydów czy strzelanie do urojonych przeciwników politycznych, a jaka to różnica? i jedno i drugie jest po prostu podłe, a oprawcę klasyfikuje w średniowieczu
  • Gwiazdki
    zwł. za punkty 2, 3 i 4! To się samo nasuwa! Media na prawdę uważają nas za idotów?!
    Tak samo zgoda co do "pacyfizmu" wyuczonej bzeradnosci, skrjanej nieporadności i innych debilstw, które po mistrzowsku opisujesz.
    Podsumowując: nie tylko trafne, ale jeszcze pobudza do myślenia i stawiania pytań.
    Prośba do adminów o "kopa w górę".
  • @Pluszak
    Breivik samemu zakończył swój blog pisząc: „Jest to mój ostatni wpis. Teraz wychodzę”. Można było łatwo się domyśleć gdzie on wyszedł i po co, ale w jakiś przedziwny sposób norweska policja to zignorowała. Zupełnie podobnie jak podczas zburzenia WTC w Nowym Jorku, do którego ani jeden żyd nie przyszedł do pracy 11go września, a ekipa „studentów z Izraela” ustawiła się rano z kamerami na budynku po drugiej stronie rzeki Hudson i czekała… Zostali potem aresztowani jako tzw. „Tańczący Arabi”, po identyfikacji natychmiast deportowani do Izraela, itd. Polecam tę stronę: „http://stopsyjonizmowi.wordpress.com” mówi prawdę. Należałoby teraz rozpocząć akcję oczyszczania organizacji prawicowych z „potencjalnych terrorystów”, którymi są Syjoniści. Organizacje lewicowe są ich naturalnym środowiskiem. W przeciwnym razie zgotują oni nam rzeź jak na Kresach lub terenach okupowanych przez Izrael ukazana tutaj: http://homepage.interaccess.com/~netpol/POLISH/public/Bestie2.htm.Norweska policja: Anders Breivik miał wspólników. Według norweskiej policji, Anders Breivik miał wspólników, z którymi przygotowywał zamach. Policja używa określenia „dwie lub więcej komórek”. Policja, jak na razie, nie podała żadnych szczegółów. Breivik, który twierdzi, że chciał ochronić Europę Zachodnią przed falą islamu, zeznał w poniedziałek przed sądem, że miał współpracowników – poinformował sędzia Kim Heger. Sąd jednak odmówił zajęcia się wątkiem wspólników w sprawie zamachów, w których zginęły 93 osoby, a około 100 zostało rannych. za (Reuters) -
  • Nie do pojęcia jest jednak przede wszystkim, w jaki sposób jeden, nawet bardzo dobrze uzbrojony i wyszkolony człowiek mógł sterr
    Do pojęcia, Szanowna Pani.
    Nie tylko jest do pojęcia, ale należy zdawać sobie z tego sprawę, że człowiek uzbrojony w broń automatyczną, w broń dobrze przystrzelaną, człowiek obeznany z tą bronią i potrafiący się z nią obchodzić, nie tylko jest w stanie w otwartym terenie całkowicie zapanować nad bardzo dużą grupą bezbronnych ludzi, a co dopiero dzieci, ale nie stanowi to najmniejszego problemu w takich warunkach jakie daje wyspa Utoya, aby tamten, czy inny morderca w podobnych warunkach, mógł nawet bardzo liczną grupę bezbronnych ludzi, i jeszcze raz z podkreślam, że tam były prawie dzieci, ludzi tych obezwładnić, sterroryzować i bestialsko, bezkarnie mordować.
    Nawet w warunkach bojowych dobry pojedynczy strzelec, w dobrze usytuowanym stanowisku ogniowym, z dobrym polem obstrzału i rażenia, dysponujący odpowiednią bronią, w tym bronią automatyczną, jest w stanie zneutralizować, w rozumieniu zatrzymać na bardzo długi okres czasu, lub zmusić do wycofania się, ludzi uzbrojonych podobnie jak on, a będących w sile plutonu czy nawet dwóch, to jest o liczebności między 30 a 60 uzbrojonych i wyszkolonych żołnierzy.
    Nie zostawiła Pani suchej nitki na Norwegach.
    Bardzo to niesprawiedliwie oceniajacy i bardzo krzywdzący Norwegów artykuł.
    Tym bardziej przykre są te Pani przemyślenia, że powstały w takich okolicznościach, w o obliczu narodowej tragedii jaka spotkała Norwegów.
  • @gallux
    Jest coś nienormalnego w tym, że Norwegia jest opanowywana przez imigrantów. Jak rząd może prowadzić tego typu politykę? Nic dziwnego, że zdarzył się 'Breivik'. Przydarzy się jeszcze niejeden. Nie można przecież robić z kraju schroniska 500 tys muzułmanów na 4.4 mln Norwegów, łącznie 4 937 000 ludności, 123!!!meczety, zbudowane za pieniądze norweskiego podatnika i super socjal z tych samych pieniędzy dla tych 0.5 mln nierobów - tylko im żyć i nie umierać!!!
  • @Wiesław P
    Tylko czemu strzelał do swoich a nie do "obcych"? Jakby mu nadojedli obcy, to w nerwach i desperacji strzelałby raczej do obcych? Nie chodzi o pochwałę działania, ale o sens - wyobraź sobie hipotetyczną sytuację - dokucza Ci sąsiad, zniesć tego nie możesz, więc w nerwach oraz amoku idziesz z gazrurką na... sąsiada. NIE na kioskarza, taksówkarzy z postoju obok albo dzieci z piaskownicy!

    A tu niby delikwent był antymuslim, a strzelał do... nie-muzułmanów. - Nie, ja tego nijak nie pojmuję. Na logikę, to albo on miał coś z głową (najpewniej), albo mu (korzystając z okazji, którą stworzył, jako 100% idiota) przyprawiają wszystkie możliwe gęby, byle tylko zohydzić prawicę, narodowców i "konserwę". Tej ostatniej możliwości też nie możemy wykluczyć odkąd rzetelność wzięła rozwód z dziennikarstwem.
  • @bez kropki
    przeczytałem u Norwegów, że wśród tych "aktywistów partii" na wyspie było 30% Arabów. Tylko - o tym tam się nie mówi, bo "wszyscy jesteśmy Norwegami"
  • @SWD40
    "zmusić do wycofania się, ludzi uzbrojonych podobnie jak on, a będących w sile plutonu czy nawet dwóch, to jest o liczebności między 30 a 60 uzbrojonych i wyszkolonych żołnierzy"
    Bzdura, to Pan w wojsku nie był? Przecież pojedynczy kiler, wzięty w trzy ognie, minuty by nie przeżył.Pozatem: tam.. po pół godzinie od początku masakry- wg. świadka (ten dziwny Polak) latał helikopter. Z helikoptera -zabić łobuza, to jak zabić krowę.
    Tam same "niemożności psychologiczne", jakby testowano Norwegów i nas - na BIERNOŚĆ i podatność na BZDURĘ i
  • @Mirosław Dakowski
    Dezinformacyjny montaż - Sposób, w jaki rozgrywany jest krwawy czyn Breivika, wyraźnie wskazuje na snucie planów jakiegoś „ostatecznego rozwiązania” kwestii „skrajnej prawicy” i „chrześcijańskiego fundamentalizmu”
    ————————————————————————————————
    To, co działo się i dzieje nadal w mainstreamowych mediach, od kiedy tylko poznano personalia zamachowca z Oslo, winno stać się przedmiotem ćwiczeń warsztatowych na uczciwych studiach dziennikarstwa, gdziekolwiek takowe jeszcze się uchowały. Jak w soczewce można tu dostrzec, w jaki sposób panujący system preparuje ideologiczny wizerunek wroga, jak chce zagospodarować zwiększony potencjał strachu i agresji, a nawet do pewnego stopnia można się zorientować, jakie są bardziej długofalowe plany odnośnie do eliminacji tego, co w jego gremiach decyzyjnych postrzegane jest jako zagrożenie.

    Od pierwszych chwil przeto w montażowniach kłamstwa wykuwa się dwie podstawowe sztance identyfikujące Andersa Behringa Breivika – i to od razu jako figurę reprezentującą pars pro toto wroga ogólnego – „skrajny prawicowiec” i „chrześcijański fundamentalista”. Dwa określenia i cztery słowa. Dwa z nich: „prawica” i „chrześcijaństwo”, mają funkcję quasi-referencyjną, czytelnie, a nawet „łopatologicznie”, powiadamiając, gdzie czai się zło. Dwa następne: „skrajny” i „fundamentalizm”, spełniają funkcję ekspresyjną, bo przedmiotowo nie znaczą nic. „Skrajność” sygnalizuje tylko coś ogólnie nieprzyjemnego, bo nieumiarkowanego, „fundamentalizm” natomiast – słówko niezmiernie popularne, które trafiło nawet, niestety, do języka akademickiego – w przekładzie z żargonu demoliberalnego na język naturalny oznacza kogoś, kto naprawdę wierzy i traktuje serio swoją wiarę, zamiast już na wstępie ogłosić akt kapitulacji wobec wierzeń sprzecznych i konkurencyjnych. Używane w zasadzie w odniesieniu do wyznawców religii, czasem także do pewnych systemów przekonań, ale zawsze tylko tych, o których „wszyscy wiedzą”, że są „niesłuszne”. Proszę zauważyć, że nigdy nie mówi się o „fundamentalistycznym demokracie”, „fundamentalistycznym liberale” ani nawet – co jeszcze ciekawsze – o „fundamentalistycznym rewolucjoniście”.

    Wróg uniwersalny
    Naturalnie wizerunek z minuty na minutę obrasta następnymi „znakami szczególnymi”. Dowiadujemy się, że Breivik jest nacjonalistą, a nawet nazistą i rasistą, ale również konserwatystą, też – a jakże – „skrajnym”. Ze szczególnym wdziękiem połączyła to pewna młoda osoba wezwana w charakterze ekspertki, która na pytanie dziennikarki w studiu telewizyjnym, czy wiemy już coś o poglądach Breivika, odpowiedziała płynnie, mile się uśmiechając: „Tak, wiemy. Jest nazistą i chciał zaprowadzić skrajny konserwatyzm”. Na czym polega nazistowska – a raczej, nazywajmy w końcu rzecz ściśle i po imieniu: narodowosocjalistyczna – metoda zaprowadzania konserwatyzmu, już niestety nie wyjaśniła. Bo i po co zresztą.
    Jak widać, „portret pamięciowy” wroga uniwersalnego jest niemal kompletny. Do pełni szczęścia brakuje „montażystom” chyba tylko „homofobii”, więc jak na razie na tym odcinku frontu ideologicznego muszą się zadowolić szczuciem na zacnego i mądrego prof. Aleksandra Nalaskowskiego. Tu jednak nie ma co ironizować, bo sposób, w jaki rozgrywany jest krwawy czyn Breivika, wyraźnie wskazuje na snucie planów jakiegoś „ostatecznego rozwiązania” kwestii „skrajnej prawicy” i „chrześcijańskiego fundamentalizmu”. Gnijący od libertynizmu, który sam propaguje, podbijany przez inwazję ludów „licznych jak piasek morski”, do której sam zachęca w obłędzie „wielokulturowości”, bankrutujący finansowo od Grecji po Portugalię, socdemoliberalizm dostrzegł w mobilizacji sił do rozprawienia się z „wrogiem wewnętrznym” szansę na przedłużenie o kilka czy kilkanaście lat swojej agonii, z której nieuchronnością nie chce się pogodzić.

    Masoński trop
    Zostawmy jednak na boku prognozy i wróćmy do naszej analizy. W miarę jak napływają kolejne informacje, zwłaszcza publikacje samego sprawcy, który okazał się nie tylko mordercą, ale i nieokiełznanym grafomanem, jego „portret pamięciowy” mocno się komplikuje. Kluczowa staje się przede wszystkim wiadomość, że Breivik jest masonem należącym do loży Solene – pojawia się nawet jego zdjęcie w stroju „rytualnym”. Fakt ten potwierdzili sami wolnomularze, wykluczając Breivika ze swoich szeregów. Informacji o masońskiej przynależności nie sposób ukryć, niemniej zdaje się ona kompletnie nie interesować tych, których z racji wykonywanego formalnie zawodu powinna interesować najbardziej. Nagle gdzieś zniknęli sławni „dziennikarze śledczy”: czyżby wszyscy wyjechali na urlop, czy może jednak raczej dobrze wiedzą, że nie powinni wściubiać nosów tam, gdzie nie trzeba? W każdym razie fakt ów, tak kapitalnej wagi, podawany jest jako nic nieznacząca ciekawostka, ot tak, jakby chodziło o to, że lubi kolekcjonować znaczki. Nie twierdzę, że przynależność mordercy do masonerii ma na pewno bezpośredni związek z jego krwawym wyczynem; na razie brak na to bezpośrednich dowodów. Ale przecież elementarna wiedza historyczna pozwala nam stwierdzić, że masonerię spotykamy nieustannie jako siłę inspirującą i sprawczą znakomitej części, jeśli nie większości, spisków, rewolucji, przewrotów, zbrodni, zamachów, tak kolektywnych, jak i indywidualnych, jakie wydarzyły się przez ostatnie ponad dwa stulecia. Winno to skłaniać przynajmniej do zbadania, czy i tym razem nici nie prowadzą do tego diabelskiego kłębka. Jak słyszę, nasze ABW też jęło sprawdzać jakowyś „polski ślad” zamachu w Oslo: czy nie od tego należałoby zacząć?
    Cokolwiek zresztą z masoństwa Breivika wynika albo nie wynika praktycznie, jedno jest pewne: przynależność do masonerii absolutnie wyklucza „chrześcijański fundamentalizm”. Sama ta etykietka zresztą jest w naszym kraju wyjątkowo perfidną manipulacją. Przeciętny odbiorca w Polsce przecież (który zazwyczaj nie wie nic o tzw. ewangelikanach protestanckich w USA) kojarzy to natychmiast z katolicyzmem – w pewnym sensie zresztą słusznie, bo przecież nie ma innego prawdziwego chrześcijaństwa niż katolickie. Nie umniejsza to jednak manipulacji, bo wiadomo, że w Norwegii katolicyzm jest wyznaniem śladowym, liczbowo mniejszym chyba nawet od zielonoświątkowców. Gdyby nawet zatem nic innego nie było wiadomo o Breiviku, to z samego rachunku prawdopodobieństwa możliwość przynależności tego „chrześcijańskiego fundamentalisty” do Kościoła katolickiego zbliżałaby się do zera. Ale przecież już to i owo wiadomo. Jak poinformował dyrektor Centrum Studiów nad Nowymi Religiami (CENSUR) Massimo Introvigne, Breivik w liście rozesłanym kilka godzin przed zamachami groził Papieżowi Benedyktowi XVI, wypowiadając się o nim w słowach pogardliwych i nienawistnych („tchórzliwy, niekompetentny, skorumpowany i nielegalny” [sic!] – ciekawe, z punktu widzenia jakiego „legalizmu”, skoro sam Breivik formalnie jest luteraninem?). Na jego blogu znajdują się też wypowiedzi skrajnie nieprzychylne chrześcijaństwu średniowiecznemu i powtarzające bajdurzenia wszystkich wrogów Kościoła o jego rzekomych milionach ofiar. Interesującym wątkiem jest także podpisywanie się jako „templariusz”; to znana metoda różnych masońskich i paramasońskich bractw „ezoterycznych” podszywania się pod ten czcigodny i nieszczęśliwy zakon rycerski. Sam zainteresowany wreszcie określa się jako „chrześcijanin kulturowy” o wyłącznie antyislamskim ostrzu oraz zwolennik zwołania ogólnochrześcijańskiego kongresu, który by stworzył „jednolity, antyislamski kościół europejski”. Wszystko to na kilometr pachnie wolnomularskim synkretyzmem, okultyzmem, „klimatami” New Age, a nie żadnym „fundamentalizmem chrześcijańskim”.

    Wyznawca postępu
    Nic się nie zgadza również w pozostałych kwalifikacjach jego tożsamości, gdzie sprzeczność goni sprzeczność. Podobno był użytkownikiem profilu jakiegoś portalu nazistowskiego. Zakładając nawet, że to prawda – czego nie możemy uznać za pewnik, wiedząc, jak łatwo przykleja się tę łatę wszystkiemu, co niezgodne z panującą ideologią – to jak pogodzić to z faktem, że do swoich idoli zalicza bohatera antyhitlerowskiego ruchu oporu Maxa Manusa? Mówią też, że rasista: wydaje się, że tak, ale jakiś taki bardzo selektywny, bo tylko antyislamski, a co najważniejsze – mocno niewygodny dla mainstreamu, bo prosyjonistyczny i proizraelski, i to w sposób wręcz egzaltowany. Na swoim blogu napisał na przykład, że „Europa zginęła w Auschwitz”. Ważnym – a skrzętnie ukrywanym przez media masowego rażenia – motywem jego drugiej zbrodni, na wyspie Utoya, wymierzonej w obóz młodzieżowy Partii Pracy, było to, że ta ultralewicowa partia jest propalestyńska i antyizraelska, reprezentując coraz powszechniejszy na Zachodzie nurt „lewicowego antysemityzmu”. Wydaje się więc, że Breivikowi wyjątkowo blisko jest do sprawcy niegdysiejszej masakry Palestyńczyków w Hebronie, dr. Barucha Goldsteina – oczywiście jedynie „duchowo”, bo z facjaty może uchodzić za wzór błękitnookiego blond nordyka.
    Nazywają go też nacjonalistą. Wiadomo jednak, że atakował w swoich wynurzeniach autentycznie nacjonalistyczne ruchy, jak francuski Front Narodowy, natomiast jego jednostronna islamofobia ma raczej to samo podłoże, co zamordowanych holenderskich, laickich populistów: Pima Fortuyna i Theo van Gogha czy Oriany Fallaci, histerycznie broniącej bardzo specyficznie pojmowanych „europejskich wartości”. Jeśli to ma być europejska prawica, to trzeba powiedzieć, że w dekadenckim bagnie, jakim dziś jest Europa, nawet „prawica” może być tylko bagienna.
    Tym bardziej podejrzany jest jego „konserwatyzm”, kojarzony z tym, iż Breivik należy do Partii Postępu. A od kiedy to konserwatyści są czcicielami postępu? Wiadomo przecież, że oprócz lewicy postępowy jest jedynie paraliż. Co się zaś tyczy norweskiej Partii Postępu (Fremskrittspartiet), to wiadomo o niej, że założył ją (nieżyjący już) Anders Lange, który był wyznawcą tzw. obiektywizmu Ayn Rand, apologetki kapitalizmu, nienawidzącej chrześcijaństwa i konserwatyzmu nie mniej niż komunizmu. W partii tej długi czas dominującą rolę odgrywali libertarianie, czyli wyznawcy indywidualistycznej wersji anarchizmu. I chociaż wskutek secesji „ortodoksyjni” libertarianie znaleźli się potem poza partią, to jednak jej ideologią pozostaje klasyczny liberalizm, ekonomiczny i polityczny – aczkolwiek śladowym elementem konserwatyzmu w sferze wartości jest w niej to (za co należy się jej uznanie), iż sprzeciwia się legalizacji „związków jednopłciowych”. Lecz przecież i tego „libertarianizmu” Breivika niepodobna brać całkiem na serio, skoro na motto swojego manifestu wziął cytat z progresywnego socjalliberała Johna Stuarta Milla. Przecież J.S. Mill jest również ulubionym autorem na przykład prof. Magdaleny Środy, a chyba nikt nie będzie podejrzewał tej niewiasty o jednoczesne bycie konserwatystką i chrześcijańską fundamentalistką? Ów wielbiciel Milla wygrażał tak samo i liberalizmowi, i marksizmowi!

    W bagnie pojęć
    Wniosek z powyższego nasuwa się w sposób oczywisty: nie ma najmniejszego sensu traktowanie z powagą jakichkolwiek deklaracji ideowych zbrodniarza z Oslo. „Światopogląd” Breivika to bełkotliwy zlepek haseł, zmieszanych i wyjętych jak słowa na kartkach z kapelusza w „poezji” dadaistów. To wytwór nieuporządkowanego umysłu „inteligentnego półgłówka”, który naczytał się chaotycznie rozmaitych rzeczy i wszystko mu się pomieszało: masońskie mity z chrześcijaństwem, Izrael z wikingami, Cyd z Drakulą, Jan III Sobieski z Winstonem Churchillem itd., itp. Nawiasem mówiąc, dokładnie taką samą breję pojęciową ma w umyśle wspomniana przeze mnie „ekspertka”, której nazizm kojarzy się z zaprowadzaniem skrajnego konserwatyzmu – choć oczywiście nie sugeruję, by ta, zapewne miła i łagodna osoba, miała jakieś zbrodnicze zamiary i skłonności.
    Lecz jako exemplum jest to coś jeszcze. Breivik to produkt postmodernistycznego nihilizmu metafizycznego i epistemologicznego, w którym pojęcia i ich desygnaty utraciły wszelką substancjalność, przeto dadzą się używać jako dowolne elementy składanki niezobowiązującej do czegokolwiek lub przeciwnie – uzasadniającej wszystko. Te słowa to przecież tylko – jak pisał jeden z guru tej antyfilozofii – zwłoki metafor naszych przodków. Jak widać, mogą one jednak przekształcić się również w stos zwłok jak najbardziej empirycznych. Jeśli nawet jest to swoista droga powrotu od „hermeneutyki pustki” do rzeczywistości, w której grę interpretacyjną „zobacz gdziekolwiek” zastępuje „zabij kogokolwiek”, to musi budzić przerażenie taki sposób odzyskiwania substancjalności.
    Prof. Jacek Bartyzel
    Autor jest kierownikiem Katedry Hermeneutyki Polityki na Wydziale Politologii i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110726&typ=my&id=my05.txt
  • @Mirosław Dakowski
    A! Dzięki za info. To zmienia postać rzeczy. Margiensowo: przekonuję się, że moje wywody nie były całkiem w ciemno. Mimo to, ja na jego miejscu wybrałabym miejsce zamachu w inny sposób;). Wg mnie wybrał głupio, jak typowy świr. Tj. wybór miejsca nie gwarantował "sprzątnięcia wroga". - Jakby nie patrzeć dziwne to postępowanie tego człowieka. (Ciekawam ile jeszcze ważnych danych nam "umknęło" na skutek starań mediów.)

    Z innej beczki: ze smigłowca (upraszam o język polski: nie helikopter, tylko śmigłowiec) da się trafić "wyborowo"? Z takiego niestabilnego miejsca?
    I ja tam nie wiem czy pluton. Ja się nie znam, ale tak na zdrowy rozum: to rozwiązaniem byłby albo desant i tyraliera (licząc się ze stratą paru osób), albo kliku specjalsów. Ja bym wybrała specjalsów. Ściągnięcie ich (nie wiemy czy nastąpiło a jeśli tak, to skąd) musiało trochę potrwać. To nie są siły, które stacjonują na posterunku za rogiem.

    Ale odnosząc się do całości - faktycznie powstaje wrażenie testowania na bezradność, bierność, bzdurę, uległość, kretynizm i ogólną lemingiozę. Tak ofiar (rzeczywistych i potencjalnych), jak "konsumentów" przekazów medialnych.
  • @SWD40
    Szanowny Panie,
    Kilka dni temu zginęło pod pociągiem dziecko, które wraz z rodzicami przebiegało przez tory przy zamkniętym szlabanie. Czy popełnił nieprzyzwoitość dziennikarz, który napisał, że było to ze strony rodziców nieodpowiedzialne? Takie rzeczy pisze się,żeby ludzi skłonić do refleksji, a nie po to , żeby ich obrazić.
    Swego czasu uprawiałam różne sporty ekstremalne i wiem co to jest paraliżujący strach. Między innymi jazdę wyścigową.( Do sportów ekstremalnych zaliczył ją ubezpieczyciel, nie ja). W stajni mojej córki jeżdżą teraz 12 letnie dzieciaki, które nie są przecież w stanie "potrzymać" wyścigowego konia siłowo, gdy przyjdzie mu fantazja ponosić. Mówimy im zawsze- jeżeli cię koń ponosi, nie bój się i w żadnym wypadku nie skacz ( zdarzały się takie reakcje na lęk). Jedź dalej i myśl sobie-"Kiedyś wypalisz ten owies" s...nu". I to działa. Norweskie dzieciaki wychowywane są w przeświadczeniu, że świat jest dobry. Ktoś powinien im powiedzieć: " gdy do ciebie strzelają uciekaj i myśl jak załatwić s...na".
  • @Iza
    "Norweskie dzieciaki wychowywane są w przeświadczeniu, że świat jest dobry. Ktoś powinien im powiedzieć: " gdy do ciebie strzelają uciekaj i myśl jak załatwić s...na"."
    Ależ Izo! Od takiego tekstu dzieci byłyby smutne! A to wszak powód do zabrania ich do rodziny zastępczej! (Ironia nie w Ciebie, ironią chcę pokazać, że tam chyba cały system jest chory.)
    Swoją drogą - przecież oni też mieli wojnę. No, bez obozów koncentracyjncych (takich jak u nas), bez (potem) zsyłek i katowni. Ale za to taką z partyzantką i ukrywaniem się po górach. Toż u nas każdy ciura, jeśli tylko słuchał dziadka-frontowca, to by wiedział, że jak strzelają a nie masz broni, to: padnij, orientuj się, uciekaj, kombinuj jak unieszkodliwić s-syna! A oni co? Zapomnieli? Nic nie rozumiem z całej tej norweskiej sprawy. Ale faktem jest, że mało spotkałam normalnych;) Norwegów.
  • IBF
    Droga Pani.
    Uprawiała Pani sporty ekstremalne i koń Panią poniósł. Z kolei Pani kolega, Pan Dakowski, był we wojsku i umie brać w trzy ognie. I te doświadczenia i umiejętności dają Państwu mandat do snucia przypuszczeń, postawienia tezy, która de facto jest stwierdzeniem, że ofiary mordu na wyspie Utoya to, cytuję: „ młodzież, całkowicie pozbawiona instynktu samozachowawczego zachowuje się jak … jak stado bezwolnych baranów pozwalali wyrzynać się”, koniec cytatu.
    Jeżeli takie rzeczy pisze się, żeby Norwegów skłonić do refleksji, dla ich dobra jak raczyła Pani mocno zaakcentować, a biorąc pod uwagę te Pani, a także Pana Dakowskiego doświadczenia i wynikającą z tych doświadczeń wiedzę, to rzekome owe szczere i podyktowane troską słowa, brzmią jedynie jak szyderstwo i ośmieszanie. Bo tylko taki mogą mieć wydźwięk czy taki zawierać przekaz.
    Szanowna Pani.
    Istnieje pewna, bardzo istotna różnica miedzy strachem jaki towarzyszy uprawianiu sportów ekstremalnych, a strachem wynikającym ze świadomości nieuniknionej śmieci, bezsilności czy bezradności w obliczu faktycznego zagrożenia życia. Każdy człowiek, i wyjątków tu prawie brak, postawiony w sytuacji, takiej jak ci młodzi ludzie na Utoya, zginie tak samo jak zginęli oni. W strachu, samotności, przerażeniu. Bez względu na to czy był wychowany dla pokoju czy do wojny.
    Nie twierdzę przez to, że nie jest Pani dzielna kobietą. Może rzeczywiście zna Pani samą siebie na tyle, by mieć pewność co do własnych zachowań w sytuacjach ekstremalnie traumatycznych, na przykład takiej, jaka miała miejsce na Utoya. Może. A jeżeli tak jest, tym mocniej zdumiewa mnie Pani podejście i Pani słowa.
    A tak na marginesie. SWD nie snuje w swoim opisie teoretycznych rozważań. Nie konfabuluje, nie wymyśla co by było gdyby. Nie tworzy wirtualnych scenariuszy. Zna się na broni strzeleckiej i potrafi znakomicie nią posługiwać. Wie też jak zachowują się ludzie gdy muszą użyć broni i ostrej amunicji w stosunku do innych ludzi. Wie jak reagują ludzie gdy broń i ostra amunicja jest używana przeciwko nim samym.
  • @SWD40
    Szanowny Panie,
    Akurat mnie nigdy koń nie poniósł, choć jeździłam na wyścigach codziennie wiele lat - prędzej bym mu łeb urwała. Pisałam o dzieciakach, które można przyuczyć do czynnej walki o życie w sytuacji zagrożenia. Mówiąc o sportach ekstremalnych miałam na myśli alpinizm. Swoje w górach przeszłam, ale nie ma sensu licytować się "wspomnieniami z wojska". Wolę odwołać się do literatury. Przeczytałam właśnie "Strefę Zmierzchu" Alison Osius. Jest to historia młodego ambitnego wspinacza skałkowego, Hugh'a Herra, dzieciaka wychowanego w przeświadczeniu, że góry i przyroda są zawsze przyjazne, a ludzie dobrzy. To jeden z tych akrobatów, którzy w odjazdowych spodniach z lycry uprawiają ku radości gawiedzi, przy pięknej pogodzie, tak zwany "wolny styl" wspinaczki. Nie rozumiał jak zdradliwe mogą być góry dla źle przygotowanego moralnie człowieka i nie wiedział, że można umierać z zimna i wyczerpania przy leśnej, wiejskiej drodze, gdy straci się wolę walki. W jego przypadku skończyło się to amputacją obu nóg pod kolanami i śmiercią szukającego zaginionych w śnieżycy chłopców ratownika górskiego.Z tej koszmarnej lekcji wyciągnął jednak imponujące wnioski. Wspinał się dalej na protezach, skończył studia w dziedzinie fizyki i zajął się projektowaniem protez. Co do broni- strzelałam kiedyś sportowo z bardzo dobrym rezultatem. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z udziałem w akcji zbrojnej.
  • Och Iza…
    „Dlaczego nikt nie próbował rzucić się na niego z kijem, z kamieniem? Dlaczego nie próbowano działać zespołowo? Ktoś mógł przecież odwrócić uwagę strzelca, a reszta zaatakować go z ukrycia.”
    — Skąd wiesz, że tak nie było? Jak możesz zaatakować kogoś z ukrycia w lesie, kto Cię szuka? Byłaś kiedyś w lesie? ;)

    „Czy można sobie wyobrazić, że w czasie okupacji, jeden uzbrojony w karabin maszynowy Niemiec poradziłby sobie z taką liczbą młodych, wysportowanych osób?”
    — Tak! Gdyby nie wiedzieli, że to wojna i bawili się na biwaku.

    „Na akcję rozbrajania Niemców gołymi rękami warszawscy chłopcy chodzili tylko dwójkami.”
    — Ale Niemcy do nich nie strzelali. Rozbrajano ich z »zaskoczenia«.


    Doprawdy, cóż za szokujący, naiwny wpis. Wymagasz od przerażonych nastolatków heroizmu, sama siedząc przed komputerem. Zapewniam Cię, że gdybyś zobaczyła egzekucję z bliska, prawdopodobnie nogi by Ci odmówiły posłuszeństwa i zamarłabyś w miejscu. I miałabyś tylko jedną myśl PRZEŻYĆ…
    Za dużo filmów akcji.
  • @suede
    Wbrew temu co myślisz w lesie czuję się bezpieczniej niż w mieście. Gdy pracowałam jako wolontariusz w TPN chodziłam na nocne obchody(często sama ) np w rezerwacie Pysznej. Zdarzało się, że chroniłam się w lesie przed kłusownikami, bo i tak nic nie mogłam zrobić poza zameldowaniem leśniczemu Wójtowiczowi z Kir.
    Wiem, że strach odbiera rozum. W rezerwacie Pysznej, bodajże w 1984 roku, zamarzła dwójka turystów. Zsunęli się z Siwej Przełęczy z nawisem i jedno z nich złamało rękę. Zachodziliśmy z goprowcami w głowę dlaczego nie rozpalili ogniska?. Mieli zapałki, a kosodrzewina pali się bardzo dobrze. Dlaczego nie próbowali zejść do schroniska na Ornaku? Przytulili się do siebie i po prostu zamarzli. Czy to, że teraz siedzę przed komputerem sprawia, że nie mam prawa zdumiewać się nad ich brakiem rozsądku? Zastanów się. Na wyspie było podobno przeszło 600 osób!
  • @Iza
    W lesie można się chyba lepiej ukryć niż w mieście? Ostatecznością jest zawsze utytłanie się w błocie i położenie pod gęstymi krzakami - zawsze to gorzej taką osobę wypatrzyć.
    Ja się nie znam. Ale jakem mieszczuch, tak takich sposobów bym używała. No i zasada pierwsza, którą mi wspoił dziadek-frontowiec: jak strzelają a nie masz rozkazu "naprzód", to nie wyściubiaj nosa; jak strzelają a nie jesteś na służbie, ani nie masz broni, to wiej i sie ukryj (a reszta - jak wyżej).
  • @bez kropki
    Dzięki za głos rozsądku.:)
  • Iza
    Utoya ma powierzchnię 10 ha : 200metrów x 500 metrów. . Dla ułatwienia wyobrażenia sobie tej powierzchni podaję, że boisko do futbola ma 60 x 90 m. Facet dysponował pistoletem maszynowym i bronią krótką. Choćby SWD40 nie wiem, co twierdził, ta broń nie obejmie swym zasięgiem pola o pow. 200 x 500 metrów. Poza tym tam były krzaki, budynki, skałki, woda, łodzie. A młodziez w ilości ok.600 była w wieku naszej młodzieżówki SLD i PO - czyli do 30 lat z hakiem. Morderca półtorej godziny łaził se po wyspie i strzelał, a młodzież ewentualnie dzwoniła do rodziny, żeby ich zawiadomić o fakcie. Naprawdę to się może komuś wydawać normalnym zachowaniem??

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY

więcej